29 lipca 2014

Rozdział 18

Violetta:
Podniosłam głowę, a przede mną stał... Niemożliwe!
- Tomas?! Ale jak to? Co ty tu? Przecież..- nie mogłam wyjść z podziwu, że zobaczyłam Hiszpana. Przecież on wyjechał ponad rok temu.
- Tak Violu to ja. Wróciłem.- chłopak to powiedział, a ja się w niego mocno wtuliłam.
- Tęskniłam.- wyszeptałam. To prawda brakowało mi Tomasa, głównie, dlatego, że był on moją pierwszą miłością. Jednak nikt ani nic nie zmieni mojej miłości do Leona. Za dużo razem przeszliśmy.
- Co się stało? Dlaczego płakałaś?- postanowiłam, że powiem Tomasowi o moim śnie i o tym co widziałam przed chwilą. W ogóle opowiedziałam mu wszystko co działo się w studio przez 1,5 roku jego nieobecności. O Diego, Larze, Marco, Ludmile, Federico, Angie wszyściutko. Tak długo to mówiłam, że doszło do mnie, że mój tata dzwonił do mnie kilkanaście razy. Tomas odprowadził mnie do domu, byłam mu bardzo wdzięczna za to, że mnie wysłuchał. Sam był ciekawy tego co się działo podczas jego nieobecności. Gdy weszłam do domu widać było, że tata jest na mnie zły, ale zanim zdążył coś powiedzieć wtuliłam się w niego. Następnie ruszyłam do mojego pokoju i przebrałam się w piżamę. Niestety w ogóle nie chciałam spać.
Drogi Pamiętniku!
Straciłam dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Leon mnie zdradził.. Z Francescą. Moją najlepszą przyjaciółką. Oprócz tego do Buenos Aires wróciła moja pierwsza miłość.. Tomas. Wiem, że on mi teraz pomoże, że mogę na niego liczyć. Na nim jednym nigdy się nie zawiodłam. Wiem, że między mną, a Leonem wszystko skończone. Za bardzo mnie zranił. Tak samo Francesca. Tyle ze sobą przeszłyśmy, traktowałam ją jak siostrę. Teraz wszystko będzie inne.

Nie miałam siły więcej pisać, więc położyłam się na łóżko i z bezradności zaczęłam mocno płakać. Niestety akurat do pokoju wszedł mój tata.
- Co się dzieje córeczko?- spytał mnie troskliwie tata, siadając również na moje łóżko. Nie wiedziałam czy mu powiedzieć, ale jednak przekonał mnie do tego. Widziałam, że się wściekł nie tylko z powodu Leona, ale i z powrotu Tomasa, nigdy go nie lubił i chyba już nie polubi.
- Będzie dobrze. Mówiłem, że jesteś jeszcze za mała na chłopaka. Wszystko się ułoży. Teraz idź spać. jesteś bardzo zmęczona.- tata utulił mnie w kołdrę i ucałował w czoło, po czym wyszedł z pokoju.
Leon:
Francesca poszła razem ze mną do domu. Nadal cieszyliśmy się jak dzieci. Już nie mogłem się doczekać, aż powiem to wszystko Ally, Angie i Jimiemu.
- Już jestem!- krzyknąłem poważnie, a po chwili spojrzałem na Fran i zaczęliśmy się śmiać nie wiadomo czemu.
- No nareszcie. Myślałam, że cię pierdykło po drodze.- zeszła na dół Ally, która spoglądając na nas nie wiedziała co się dzieje.
- Hej Ally.- powiedziała Fran z szerokim uśmiechem.
- Hej. Co tu się dzieje? Jednak was strzeliło w główkę?- powiedziała Ally śmiejąc się.
- Nie. Coś lepszego.- Francesca rzuciła się na Ally.
- Co?- Ally nie wiedziała co się wokół niej dzieje.
- Leon stanął na nogi! Wstał z wózka! Sam!- Fran zaczęła się wydzierać na cały dom, a Ally zaczęły lecieć łzy ze szczęścia.
- Naprawdę? jestem z ciebie taka dumna, Leon.- Ally uklękła przed moim wózkiem i mocno mnie przytuliła. Po chwili doszła do nas Fran.
- Leon, czemu tak długo cię nie było? Francesca, hej.. co wam jest?- Angie dopiero zauważyła, że wszyscy jesteśmy do siebie przytuleni, a łzy spływają nam z oczu. To naprawdę wzruszający moment dla nas.
- Leon wstał. Wstał z wózka.- Ally wstała i podeszła do Angie, przytulając ją.
- Co? Jak to? Kiedy? Gdzie?- Angie zasypywała nas pytaniami.
- Właśnie, jak to się stało?- spytała Ally.
- No to od początku.- Fran chciała zacząć tłumaczyć.
- Poczekajcie. Jimi chodź tu!- Angie krzyknęła do swojego narzeczonego.
- Tak? Coś się stało?- mężczyzna zszedł już w piżamie do nas.
- Tak, stało się i to wiele.- powiedziała Ally.
Razem zasiedliśmy do stołu, a ja i Fran zaczęliśmy co, jak i gdzie. Jutro z rana ma przyjść tu lekarz i rehalibitant. Jak dobrze pójdzie to zacznę chodzić o kulach. Angie zadzwoniła do mamy Włoszki, że Fran zostaje na noc. Próbowałem dodzwonić się też do Violetty, żeby jej o wszystkim powiedzieć, ale nie odbierała. Zresztą się nie dziwię. Przez to wszystko straciłem poczucie czasu, a jest już dosyć późno. wszyscy poszliśmy do swoich pokoi. Fran miała spać u Ally. Za szybko dziś nie zasnę, a to wszystko przez tą burzę. Grzmi jeszcze mocniej niż wcześniej.
*Puk, puk*
- Otwarte.- do mojego pokoju weszły przestraszone dziewczyny z poduszkami i kołdrami.
- Możemy się zdrzemać u ciebie na podłodze?- zapytała cicho Fran.
- Czemu? Zaraz, zaraz obie boicie się burzy. Zgadłem?- prychnąłem śmiechem.
- To nic śmiesznego, to możemy?- spytała zła Ally.
- Jak chcecie to zmieścimy się nawet na łóżku.- cały czas się śmiałem.
- Chciałbyś. Wystarczy nam podłoga.- dziewczyny zaczęły się rozkładać na dywanie. Po chwili mocno hukło i obie dziewczyny znalazły się w mgnieniu oka na moim łóżku.
- A mówiłem.- śmiałem się. One naprawdę zabawnie wyglądają.
- Milcz. Jutro będę musiała to sobie wymazać z pamięci.- powiedziała Fran.
- Ja też.- dodała Ally.
Dziewczyny wzięły swoje rzeczy i wtuliły się we mnie. W takiej samej pozycji zasnęliśmy.
Następny dzień, dom Angie:
Angie:
- Hej kochanie- obudził mnie tymi słowami mój narzeczony jednocześnie odsłaniając rolety w naszym pokoju i podając mi śniadanie do łóżka.
- Hej. Która godzina?- mówiłam przeciągając się.
- 7.30., trzeba zbierać się do pracy.- powiedział Jimi.
- Oo, śniadanko. Zjesz ze mną?- sięgnęłam po tacę z jedzeniem.
- Nie, niestety nie. Idę obudzić dzieciaki. Smacznego.- powiedział Jimi.
- Dziękuje. Miłego dnia.- powiedziałam.
No to tak, plan na dziś. Iść do studio, do Violetty. Hmm.. Wezmę Ally, żeby pomogła mi w wyborze sukni ślubnej. Pójdę wszystko uzgodnić w kościele. W moim rozmyślaniu przeszkodziło mi wołanie mojego przyszłego męża.
- Angie, chodź tu na chwilę.- wołał Jimi.
- Ok. Już idę.- ubrałam moje kapcie i ruszyłam w stronę pokoju Leona.
- Widzisz to?- zapytała mój narzeczony.
- Oni śpią we trójkę czy mi się tylko wydaje?- zapytałam.
- Nie wydaje ci się, a jak tak sobie pomyślę to dziś w nocy była burza.- powiedział Jimi hamując śmiech.
- No tak, dziewczyny boją się burzy.- razem się śmialiśmy.
- Ale przyznaj wyglądają jak taka rodzinka, rodzeństwo.- powiedziałam.
- Nie tylko wyglądają, ale też się tak czują.- powiedział Jimi.
- Mam pomysł, chodź.- razem z Jimim ruszyliśmy do kuchni. Wzięliśmy bitą śmietanę i miskę z wodą, po czym ruszyliśmy z powrotem do pokoju, w którym spały dzieciaki.
- Cii..- mówiłam do Jimiego przez śmiech.
- To co najpierw?- spytał Jimi pokazując mi obydwie rzeczy.
- Woda.- powiedziałam bez większego zastanowienia.
W taki to sposób cała trójka po chwili została oblana, co bardzo szybko ich rozbudziło.
- Aaaa!- wszyscy krzyczeli.
- Jeszcze? Ok! Załatwione!- powiedział Ally i ruszył na nich z bitą śmietaną.
- Wy! Wy jesteście nienormalni!- wyszła z krzykiem z pokoju Ally.
- A ja się z nią zgadzam!- powtórzyła czynność Francesca.
- Woda serio? Bita śmietana serio?- udawał poważnego Leon, ale po chwili zaczął się śmiać.
- Dobra, ja już lecę do pracy. Na razie Leon. Pa kochanie.- Jimi pożegnał się i poszedł.
Ja postanowiłam pójść do łazienki się przebrać i umyć. Nie wiem jak kiedyś mogłam żyć bez nich. Ally i Leon są dla mnie jak moje własne dzieci. Jimi, Jimi wiadomo kim jest. Nigdy nie byłam szczęśliwsza. Niedługo przyjedzie moja mama i pomoże mi w przygotowaniach do ślubu.
Leon:
Trzeba wstawać i się umyć. Cały się kleje, wymyślili bitą śmietanę. Woda by w zupełności starczyła. Violetta ode mnie nadal nie odbiera, a zawsze rano dzwoniła, aby mnie obudzić. Dziwne. Teraz naprawdę zaczynam się martwić. Wysłałem do niej milion wiadomości, zostawiłem wiadomości na skrzynce i nic. Zero odzewu. Nie wiem co robić, a jeśli coś się stało? Co ja wtedy zrobię?
- Leon, my idziemy do studio. Ty zaczynasz jutro, bo dziś przychodzą do ciebie sam wiesz. To miłego dnia.
- Jasne na razie, siostrzyczki.- powiedziałem z uśmiechem, ale nadal zastanawiałem się co jest z Violką.
Ally:
Z Fran jesteśmy już w studio. Ona jest taka zabawna. Dziś jej się przypomniało, że wczoraj umówiła się z Violettą, ale nie widziała jej więc chyba nie przyszła. Trochę się stresuję. Dziś tak naprawdę pierwszy dzień oficjalnej nauki w studio. Francesca chce mnie przedstawić swoim przyjaciołom. Szłam cały czas za Włoszką, a moją uwagę przykuła dwójka uczniów, którzy się przytulali.
- Fran, czy to nie jest Violetta?- zapytałam zdziwiona, bo to przecież dziewczyna Leona.
- Gdzie?- zapytała rozglądając się.
- Tam, widzisz?- odpowiedziałam.
- Tak to ona, a to przecież.. Tomas! Co on tu robi?- dziewczyna podbiegła do nich, a ja ruszyłam za nią. Tomas, Tomas, o nim jeszcze nie słyszałam, a może tak.
Francesca:
Po wskazaniu mi przez Ally przytulających się Violettę i Tomasa od razu tam pobiegłam. Przecież Tomas powinien być w Hiszpanii.
- Tomas? Co ty tu robisz?- zapytałam i z tyłu spostrzegłam Ally.
- Ja? Mieszkam.- odpowiedział obojętnie. Violetta zmierzyła mnie wzrokiem, co do niej niepodobne i wzięła Tomasa za rękę, po czym razem obejmując się odeszli. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Obejrzałam się w stronę Ally, która miała minę bardziej zdziwioną niż ja. Co to ma w ogóle być?
- Rozumiesz coś z tego?- zapytałam zdezorientowana.
- Nie mam pojęcia, ale zaraz musimy wszystko przedyskutować. Chodź na ławkę, mamy jeszcze czas do zajęć.- powiedziała dziewczyna.
Ja wyjaśniłam jej kim jest Tomas, o jego rywalizacji z Leonem i ogólnie o wszystkim. Nie poznaję go i Violetty też nie. Nigdy tak się nie zachowywała. Czy to oznacza, że między nią i Leonem koniec? Nie wiem co myśleć, co robić? To niewiarygodne.
- Fran, my nie możemy powiedzieć o tym Leonowi. Nie teraz, gdy odzyskał siły do walki, gdy uwierzył, że stanie na nogi. Nie wiem co tu się dzieje, ale on się załamie. Kocha Violettę najbardziej na świecie. Wiem to, znam go od dzieciństwa. To będzie dla niego cios.- powiedziała Ally, ona też nie nadążała za tym wszystkim.
- Masz rację. Na razie nic mu nie mówmy, ale i tak będzie wiedział, że coś jest nie tak. Jutro to zobaczymy jak przyjdzie do studio.- powiedziałam i razem poszłyśmy się przebrać na zajęcia, żeby się nie spóźnić. Diego dziś nie ma, musimy poradzić się z kimś innym, albo od razu pójdziemy do reszty zespołu. Nie rozumiem Violetty, o co jest na mnie zła?
-------------------------------------------------------------
Dzień spóźnienia, ale nie chciało mi się pisać w nocy, nie miałam weny na końcówkę. Rozdział nie podoba mi się za bardzo. Do końca tygodnia pojawi się jeszcze jeden, bynajmniej postaram się. Wtedy rozdziałów nie będzie przez 2 tygodnie, ponieważ od 3 do 15 sierpnia wyjeżdżam do Grecji, a tam nie ma szans, abym pisała, może na kartce. Rozdział będzie dopiero jak wrócę. Wiem, wiem rozbijam Leonette, ale to tylko na razie. Wyraźcie swoje opinie w komentarzach :-) Ogólnie to dziękuje za wszystkie pod poprzednim postem. One Shot będzie, ale potem. Na razie mam mało pomysłów. Pozdrawiam i miłego dnia życzę :*



22 lipca 2014

Rozdział 17

Następny dzień:
Violetta:
Jestem w studiu, ale nie mogę się dziś na niczym skupić. Ciągle mam w głowie ten okropny sen. Czy on naprawdę mógłby? Z nią? Nie oni by mi przecież tego nie zrobili.. To przecież najważniejsze osoby w moim życiu. To tylko okropny koszmar i tyle. Violetta, nic sobie nie wymyślaj, to wszystko to tylko twoja wyobraźnia. Jednak sama nie wiem czemu mam dziś do nich taki dystans, zwłaszcza do niej. Nic tak naprawdę mi nie zrobili. Nie mam pojęcia co myśleć. A jeśli naprawdę?
- Dlaczego?!- krzyknęłam sama do siebie i uderzyłam zeszytem o stół.
- Vilu, wszystko ok?- do sali, w której stałam wszedł akurat Maxi.
- Tak, tak. Wszystko gra.- odpowiedziałam bez przekonania.
- Jesteś pewna? Dziś jesteś jakaś taka inna?- powiedział mi chłopak, ale ja nie chciałam nikomu na razie mówić o moim śnie.
- Jestem pewna. Jest ok.- powiedziałam chłopakowi, po czym razem zaczęliśmy majstrować nad piosenką.
Diego:
Nie wytrzymam! Wyniki mamy będą dopiero o 16, a jest 11. Pięć godzin, przecież ja tyle nie wytrzymam. Tak strasznie się boję, że to coś poważnego, że ona mnie zostawi. Nie, Diego nawet tak nie myśl. Moja mama jest najważniejszą kobietą w moim życiu, dzięki niej mam wszystko.
*puk,puk*
- Diego, otwórz to my.- wołali zza drzwi wejściowych moi przyjaciele.
- Jacy my?- podszedłem do drzwi.
- Oj no nie wygłupiaj się.- powiedziała Ally wpychając się do domu.
- Jak mama?- zapytał Leon robiąc to samo co dziewczyna przed nim.
- Jasne, wejdźcie.- powiedziałem.
- Dzięki.- wyrechotała Ally.
- Mama śpi, denerwuje się wynikami. Chociaż mówiąc tak szczerze to ja boje się chyba 5 razy bardziej niż ona.- powiedziałem ze smutkiem.
- Będzie dobrze, zobaczysz.- próbował pocieszać mnie Leon, a w tym samym czasie przytuliła się do mnie nasza przyjaciółka.
- Leon dobrze mówi.- powiedziała dziewczyna.
- Dzięki, że jesteście. To dla mnie ważne.- podziękowałem przyjaciołom.
- Mamy dobrą wiadomość.- powiedziała Ally.
- Jaką?- spytałem.
- Otóż ja oficjalnie zostałam nową uczennicą studia.- wypiszczała dziewczyna.
- Gratulacje!- jeszcze raz przytuliliśmy się.
- A ja również wracam tyle, że tylko na zajęcia śpiewu.- powiedział chłopak z uśmiechem.
- Ale to tylko na razie.- powiedziała Ally.
- Jak to na razie?- spytał Leon, widać nie tylko ja nie zrozumiałem słów dziewczyny.
- Tylko na razie, bo niedługo zaczniesz z powrotem chodzić, a to też wiąże się z tańczeniem. No przepraszam mój drogi to będzie koniec z leniuchowaniem.- mówiła dziewczyna, a uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Tak, myślę, że to ma sens.- powiedziałem.
- Dzięki, że tak myślicie, ale ja wierzę w to coraz mniej.- powiedział Leon.
Rozmawialiśmy potem jeszcze przez jakieś 3 godziny i chyba moglibyśmy jeszcze dłużej, ale wstała moja mama, a moi przyjaciele nie chcieli przeszkadzać. Jeszcze 2 godziny. Chyba najdłuższe w moim życiu.
Francesca:
Wracam ze studia. Nie wiem, ale mam wrażenie, że Violetta mnie dziś unikała. Zawsze w trójkę rozmawiałyśmy całe przerwy, a dziś zostawiła samą mnie i Cami. Maxi mówił, że mu też się wydaje jakaś dziwna, ale nie chciała o tym z nim rozmawiać. Wieczorem chyba do niej pójdę, albo umówię gdzieś w parku. Jak mi nic nie powie to nie wiem. Wtedy zostaje Cami i Fede, może im coś powie? Może chodzi o mnie? Pustka w głowie.
- O matko! Przepraszam, nie zauważyłam cię..- wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Nic się nie stało Fran.- dopiero teraz zauważyłam, że to Marco.
- No to skoro już tak stoimy to powiedz co u ciebie słychać?- nie miałam pojęcia co mówić. Ja mam zawsze takie szczęście. W głębi serca nadal czuję coś do Marco, dlatego wolałam na razie  z nim nie rozmawiać. Chociaż przyjaźnimy się.. Chyba.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. A u ciebie?- spytał chłopak. Był chyba równie zakłopotany co ja.
- Jakoś leci.- i znowu ta cisza, jak ja tego nie znoszę.
- Dobra, ja już spadam. Mama będzie zła, że spóźniam się na obiad.- powiedziałam.
-To do zobaczenia.- odpowiedział mi chłopak. Bałam się, że będzie chciał mnie zatrzymywać, ale na szczęście nie.
Jakiś czas później:
Diego:
Właśnie siedzę w szpitalu. Mama jest w gabinecie u lekarza, odbiera wyniki. Chciałem wejść z nią, ale mi nie pozwoliła. Dlaczego ona zawsze musi być zawsze taka uparta? Zaraz tu zwariuję. Chodzę po tym korytarzu i chodzę, aż nagle słyszę znajomy głos.
- Rozumiem, że jeszcze nie znasz wyników?- powiedziała zza pleców Ally. Ja jej nie odpowiedziałem tylko przytuliłem się do niej. Tylko ona ostatnio potrafi mnie tylko uspokoić.
- Leon jest na rechalibitacji, ale mi rozkazał tu przyjść.- powiedziała mi dziewczyna odklelając się ode mnie. Razem usiedliśmy na krzesła i milczeliśmy przez dłuższą chwilę. Ciszę przerwała Ally.
- Diego, nawet jeśli twojej mamie naprawdę coś będzie to wiesz, że masz nas? Masz mnie?- powiedziała dziewczyna swoim melodyjnym głosem, patrząc mi prosto w oczy. Po chwili zaczęliśmy się do siebie zbliżać, dzieliły nas już milimetry, aż nagle drzwi od gabinetu lekarza się otworzyły, a z nich wyszła moja mama. Ja i Ally odskoczyliśmy od siebie natychmiastowo i podbiegliśmy do mojej mamy.
- Ally skarbie, dzień dobry.- powiedziała do dziewczyny moja mama.
- Dzień dobry Pani.- powiedziała dziewczyna, nadal zakłopotana dziewczyna, tym co stało się przed chwilą.
- Mamo jak wyniki?- spytałem cały się trzęsąc, a moja mama mocno mnie przytuliła.
- Będzie dobrze synku.- powiedziała, a z jej oka wypłynęła pojedyncza łza.
- Mamo powiedz mi. Coś ci jest?- nie wiem czemu rozpłakałem się jak małe dziecko.
- Teraz muszę zostać w szpitalu na jakiś czas. Mógłbyś przywieźć mi ubrania i kosmetyki?- mama nie chciała mi widocznie nic powiedzieć.
- Tak jasne. Przy okazji podwiozę cię Ally do domu.- powiedziałem po czym udałem się razem z przyjaciółką do samochodu.
Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Boję się, że pocałunek, do którego prawie doszło w szpitalu zniszczy naszą przyjaźń. Do tego mama nie chce mi powiedzieć co jej jest, a coś na pewno. W innym przypadku nie musiałaby zostać w szpitalu i nie byłaby taka smutna. Muszę z nią jeszcze porozmawiać i wydusić z niej prawdę. Inaczej pójdę do lekarza, ale tego też mama pewnie uprzedziła, żeby mi nie mówił nic o chorobie.
Ally:
Nie wiem co robić. Prawie się pocałowałam z Diego. To prawda, podoba mi się i to bardzo, ale jesteśmy przyjaciółmi. Tylko, że do niego czuję co innego niż do Leona. Meksykanina od zawsze traktuje jak brata, którym jest, może nie jesteśmy spokrewnieni, ale kocham go nad życie. Diego za to ma w sobie coś takiego, co od zawsze mi się w nim podobało. Jak byłam mała marzyłam, abyśmy kiedyś zostali parą, ale on traktuje mnie jak przyjaciółkę. Tak rozmyślam i rozmyślam, że nie zauważyłam, że od pięciu minut stoję przed drzwiami z kluczami w ręku.
- Hej Angie. Jest już Leon?- zawołałam do kobiety.
- Nie Leona nie ma, ale za to przyszła do ciebie paczka.- odpowiedziała mi kobieta.
- Paczka? Sprawdzałaś co?- spytałam Angie.
- Nie, chociaż mnie korciło. No dalej, otwieraj.- poganiała mnie kobieta.
- No już, już.- zaśmiałam się.
- Nie wierzę! To najnowsza sukienka od paryskiego projektanta. Do tego strasznie droga. Kto ci ją przysłał?- zaczęła wariować Angie.
- Mojej córeczce, mama.- przeczytałam liścik.
- Chciałabym, żeby moja mama mi robiła takie prezenty.- powiedziała kobieta.
- Śliczna jest, ale szkoda, że to nie mój rozmiar, ale chyba twój. Proszę to ode mnie.- powiedziałam ze smutkiem.
- Żartujesz prawda?- powiedziała blondynka ze zdziwieniem.
- Nie, nie żartuję. Nie zależy mi w ogóle na tej sukience. Przyzwyczaiłam się do mega drogich prezentów od projektantów, tylko szkoda, że moja mama nie zna mojego rozmiaru ubrań, butów. Ona nawet nie wie jak ja wyglądam.- powiedziałam ze łzami w oczach i przytuliłam się do mojej przyszłej macochy.
- Bardzo długo się z nią nie widziałaś?- spytała mnie Argentynka.
- Lepiej nie pytaj. Chcesz coś do picia.- ruszyłam w stronę kuchni.
- Picie, picie, picie.. Ciasto! O matko przypali mi się ciasto!- Angie podbiegła przerażona w stronę piekarnika.
- Dziwne.. Nawet się nie upiekło. Piekarnik się chyba zepsuł.- kobieta wyjęła blachę z ciastem, a ja momentalnie zaczęłam śmiać się jak opętana.
- Co jak co Angie, ale ty zawsze mnie rozweselisz.- mówiłam przez śmiech.
- O co ci chodzi?- spytała Angie.
- To, że nie włączyłaś nawet piekarnika.- kobieta spojrzała i ryknęła śmiechem. Stałyśmy tak i nie mogłyśmy się opanować. Obu nam zaczęły lecieć już łzy i boleć brzuchy.
- Co jest dziewczyny?- do domu wrócił tata.
- Nie, nic.- odpowiedziałyśmy w tym samym czasie, nadal chichotając.
- Jak tam chcecie. Leona jeszcze nie ma?- spytał tata.
- Nie, jeszcze nie wrócił, a czemu się pytasz?- spytała Angie.
- Spójrz za okno.- odpowiedział i wskazał palcem na najbliższe okno.
Z Angie nawet przez to wszystko nie zauważyłyśmy jak bardzo popsuła się pogoda. Na dworze zrobiło się ciemno i się błyskało. Wszystko też wskazywało na to, że zaraz zacznie padać. Faktycznie lepiej, żeby Leon wracał, bo nie wiadomo co wyniknie z takiej pogody.
Francesca:
No pięknie, po prostu rewelacyjnie. Umówiłam się z Violettą w parku, a tu taka pogoda. Dopóki nie pada jest dobrze, burzę jakoś zniosę. W drodze do parku raczej też w tych ciemnościach nie zabłądzę. O matko! Już ta godzina? Muszę ruszać z domu, bo się spóźnię.
Violetta:
Francesca poprosiła mnie o spotkanie. Widocznie zauważyła, że jej unikałam dzisiaj. Muszę jej to wszystko wytłumaczyć. W końcu to tylko sen, wytwór mojej wyobraźni. Szkoda tylko, że pogoda się tak zepsuła. Najwyżej wejdziemy do jakiejś kawiarni. Cały dzień też nie gadałam za bardzo z Leonem, chociaż do mnie dzwonił. Napisał mi, że ma dla mnie jakąś wiadomość, czy coś. Ciekawe co takiego wymyślił tym razem mój ukochany.
*Dryń, dryń*
- Halo?- odebrałam telefon nawet nie patrząc kto dzwoni.
- Hej Violetta, moglibyśmy się spotkać?- przemówił chłopak.
- Ach to ty Marco. Móc, możemy tylko nie dzisiaj.- odpowiedziałam przyjacielowi.
- Jasne, dziękuję, że znajdziesz dla mnie choć chwilę.- powiedział Meksykanin.
- A o czym chcesz pogadać? Jak można wiedzieć w ogóle?- spytałam zaciekawiona.
- O Francesce. Muszę z kimś o tym porozmawiać, a ty jesteś z nią najbliżej, więc..- powiedział Marco.
- Jasne nie ma sprawy, ale teraz muszę już kończyć. Do zobaczenia.- pożegnałam się z chłopakiem.
- Do zobaczenia.- Marco mi odpowiedział, po czym się rozłączył.
Widać, że nadal musi kochać Fran. Właśnie Fran! Jak zwykle się spóźnię.
Leon:
Wracam z rehalibitacji. Nieprawdopodobne w jak krótkim czasie może zepsuć się pogoda. Na szczęście do domu nie mam daleko. Jak wrócę muszę pogadać z Ally. Od jakiegoś czasu widzę, że ona i Diego patrzą na siebie inaczej, może nawet z tego coś będzie. Chwila, chwila czy to Fran? Gdzie ona chodzi w takiej pogodzie? Postanowiłem ją zawołać, ale ona mnie nie słyszała. Hmm.. trochę przyśpieszę, gdyby nie ten wózek złapał bym ją bez problemu. Już stoi, pewnie na kogoś czeka. Przywitam się z nią chociaż. Już byłem bardzo blisko, do dziewczyny brakowało mi jakichś dwóch kroków, ale ona mnie nie widziała, bo było bardzo ciemno. Już chciałem powiedzieć cześć, ale w tym samym momencie zauważyłem światła, światła samochodu, który był centymetr za Fran. W tym samym momencie wstałem na nogi i popchnąłem Włoszkę tak, że oboje upadliśmy na ziemię. Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje, a ja nie dowierzałem w to co się przed chwilą stało. Samochód nawet się nie zatrzymał, żeby zobaczyć czy nic nam nie jest tylko odjechał dalej. Francesca, która nadal leżała na mnie chyba dopiero zdała sobie sprawę, że tu jestem.
- Leon!- krzyknęła.
- Auć! Nie krzycz mi tak do ucha!- tym razem ja krzyknąłem, a Fran podniosła się i usiadła przede mną.
- Co tu się stało?- zapytała mnie.
- Więc widziałem cię, chciałem się przywitać, potem zobaczyłem ten samochód i wstałem i odepchnąłem nas od niego.- tłumaczyłem, nadal leżąc i nie dowierzając, że przed chwilą wstałem na nogi po takim długim czasie.
- Wstałeś?! Z wózka?!O boże Leon!- Włoszka tak jak ja cieszyła się jak dziecko. Może to i było to kilka sekund, ale teraz wiem, że mogę, że dam radę.
- Pomóż mi usiąść.- powiedziałem, a dziewczyna podała mi rękę i siedzieliśmy naprzeciw siebie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, Leon.- Fran przytuliła mnie, a ja to odwzajemniłem. Byłem taki szczęśliwy. Jeszcze trochę ćwiczeń, a będzie tak jak kiedyś. Czuję się jak nigdy. Kilka sekund, a tak bardzo wszystko zmieniła. Może to nie znaczy, że od razu będę chodzić, ale to dobry początek. Ja i Francesca płakaliśmy w swoich ramionach z tego całego szczęścia.
Francesca:
Ja nie mam pojęcia co się przed chwilą stało. W ostatnim momencie te światła, a potem Leon, leżałam na nim, uratował mi życie i stanął na nogi. Właśnie! ON NAPRAWDĘ TO ZROBIŁ! Wstał z wózka. Nie mogę powstrzymać łez, jestem tak bardzo szczęśliwa. Każdy by chyba był. Teraz siedzimy na chodniku, przytulamy się, płaczemy i właśnie widzę, że pada deszcz. Leon naprawdę w ostatnim czasie stał się dla mnie ważny. Jest jednym z moich najlepszych przyjaciół. Byłam tak bardzo rozemocjonowana, że zapomniałam po co tu w ogóle przyszłam.
Violetta:
Czy ja zawsze muszę się spóźniać? Jeszcze do tego pada. Dobra już jestem, teraz tylko wypatrzeć Fran. Gdzie ona jet? Rozglądając się zauważyłam jak jakiś chłopak i dziewczyna siedzą na podłożu i przytulają się, zaraz, zaraz. Przecież to Fran z... Leonem. Jak oni mogli mi to zrobić?! Ten sen to prawda! Jak oni mogą? Momentalnie się rozpłakałam i pobiegłam do domu. Nie wiedziałam co robić, co myśleć, dlaczego oni tak postąpili? Usiadłam na ławce i płakałam. Podniosłam głowę, a przede mną stał...
--------------------------------------------------------------
I jak? Podoba się rozdział? Wiem, że musieliście na niego strasznie długo czekać, ale najpierw zepsuł się komputer, o czym Wam już wspominałam. Miałam rozdział już na kartce, ale przepisując go zmieniłam prawie cały. Plus to, że wyjechałam na kilka dni. Mimo to mam nadzieję, że Wam się podoba. Wkrótce poznacie bardziej historię Ally. Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam :D 
P. S.- Próbuję napisać One Shota, ale nie wiem czy mi wyjdzie. Więc zobaczymy czy dodam następny rozdział czy One Shot.
P. S. 2- Co myślicie o nowym wyglądzie bloga?

13 lipca 2014

Wyjaśnienie

Bardzo Was przepraszam, że już od dłuższego czasu nie dodany został ani jeden rozdział, ale mam problemy z komputerem i nie mogę go nawet na awaryjnym włączyć. Mam nadzieję, że na początku tygodnia uporam się z tym dokuczliwym problemem. Rozdział jest napisany na kartce i zostanie dodany zaraz po naprawieniu sprzętu. Jeszcze raz przepraszam.
Pozdrawiam --> Viola123

22 czerwca 2014

Rozdział 16

Federico:
Wczorajszy dzień był naprawdę wspaniały. Nie mogę uwierzyć, że znowu jestem pod jednym dachem z moją mamą. Niestety nie potrwa to pewnie długo, bo mama będzie musiała pewnie wracać do pracy we Włoszech. Jeszcze nie wiem kiedy wyjeżdża, ale oby została na jak najdłużej. Od wczoraj staram się dodzwonić do Ludmiły i nic. Nie odbiera, nie odpisuje na smsy, ani nawet na meile. Pewnie bardzo się wkurzyła. Może pójdę do jej domu, ale czy ona mi uwierzy? Mam lepszy pomysł, jednak w tym musi mi pomóc Violetta. Zaraz do niej pójdę.
Diego:
Dawno nie widziałem się z Leonem i Ally. Moja mama zachorowała i muszę jej pomagać przez co mam mniej czasu dla przyjaciół i na studio. Jej wyniki pojawią się dopiero jutro więc muszę wytrzymać. Przejdę się do moich przyjaciół, może przy nich zapomnę choć na chwilę.
Violetta:
Drogi Pamiętniku!
Wczoraj przyjechała do nas w odwiedziny mama Fede i muszę przyznać, że jest bardzo sympatyczna i ładna. Już wiem po kim Federico ma swoje poczucie humoru. Myślę co zrobić z Leonem. Niby jesteśmy parą, nie kłócimy się, ale z drugiej strony czuję, że nie jest tak jak wcześniej. Mam wrażenie, że Leon nie chce się do mnie za bardzo zbliżać..
- Violu mogę wejść?- wszedł z pytaniem skierowanym do mnie Fede.
- Przecież już wszedłeś to po co się pytasz?- zapytałam chłopaka, a ten się tylko uśmiechnął.
- Mam problem i nie wiem co z tym zrobić. To znaczy wiem, ale będę potrzebował..- nie dałam dokończyć chłopakowi.
- Mojej pomocy, tak? To mów. O co chodzi?- powiedziałam do Włocha.
 - Ludmiła jest na mnie zła, że odwołałem naszą randkę i nie chce słuchać moich wyjaśnień.- powiedział Fede.
- I co ja z tym mogę zrobić?- spytałam.
- Plan jest taki...- Federico opowiedział mi swój plan, na który się zgodziłam, bo wydawał się nawet sensowny.
Diego:
Stoję właśnie przed bramą do Leona i czekam aż ktoś mi otworzy furtkę.
- Diego, dawno cię u nas nie było.- przestraszyła mnie od tyłu Angie.
- Coo? O jezzu to ty Angie. Prawie, abym na zawał padł, a chyba tego nie chcesz.- powiedziałem do kobiety.
- Nie no na zawał w takim młodym wieku raczej nie padniesz.- zaśmiała się Angie i wpuściła mnie do domu.
- Już jestem!- wykrzyczała na cały dom kobieta.
- A, właśnie Angie nie zdążyłem ci jeszcze pogratulować.- przytuliłem kobietę.
- Dziękuje bardzo.- odpowiedziała mi po czym pokazała gdzie szukać Ally i Leona.
Udałem się do pokoju, który znajdował się w piwnicy? Albo obok, ale na tym samym piętrze? Tak chyba dobrze doszedłem, jak ostatnio tu byłem to jeszcze tego nie było, ale widzę Leona jak ćwiczy, a obok niego siedzi Ally.
- Diego! Cześć!- podbiegła do mnie dziewczyna, po czym przytuliła się. Tęskniłem za tym jej zapachem. Co ja mówię? Przyjaźnimy się przecież.
- Cześć Stary!- powiedział do mnie Leon próbujący wstać.
- Czekaj pomogę ci.- zaproponowałem, że pomogę przyjacielowi i chyba nic w tym złego, ale ten się wkurzył i tak czy siak musiał skorzystać z mojej pomocy.
- Co tam słychać? Dlaczego cię tak długo nie było u nas?- zapytała Ally.
- Moja mama zachorowała i muszę jej pomagać.
- Coś poważnego?- zadał pytanie Leon.
- Miejmy nadzieję, że nie. Jutro będą wyniki.- powiedziałem.
- Będzie dobrze zobaczysz. A co wy na to, żeby zjeść budyń?- zaproponowała Ally.
- Jak zrobisz?- powiedział Leon.
- Zrobię, niech wam będzie.- pomaszerowała do kuchni dziewczyna, a ja zostałem sam z Leonem.
Rozmawiałem z Leonem i zauważyłem, że ten jego wózek męczy go coraz bardziej. Jest przewrażliwiony i myśli, że jest jakimś nieudacznikiem. Dopiero teraz widzę jak to musi go bardzo kosztować. Chcę mu pomóc, ale nie bardzo wiem jak.
Federico:
Zaraz powinna pojawić się Ludmiła. Violetta miała ją zaprosić do domu, żeby porozmawiać, ale tak naprawdę mam zamiar ją przeprosić i przy okazji przedstawić jej moją mamę. Olga już zrobiła kurczaka, mmm jak ja go kocham. Chociaż i tak najlepsze jest włoskie jedzenie. Muszę w wakacje zabrać Ludmi do mojego ojczystego kraju i pokazać jej co nieco. Dobra Fede stop! Jeszcze ci nie przebaczyła, a ty już planujesz wakacje. O właśnie dzwoni do drzwi, Violetta idzie jej otworzyć.
- Hej Violu! Mam nadzieję, że się nie spóźniłam.- powiedziała Lu wchodząc do domu.
- Nie skądże. Olga właśnie nakrywa do stołu.- odpowiedziała jej Violetta.
- To o czym chciałaś pogadać?- zapytała blondynka i dopiero teraz zauważyła mnie stojącego naprzeciwko niej.
- Ludmiła chcę ci wszystko wytłumaczyć.- zacząłem mówić.
- A więc to tylko podstęp?- spytała wkurzona Ludmiła.
- Tak. Nie odbierałaś, a ja ci naprawdę muszę wyjaśnić, dlaczego odwołałem randkę.- powiedziałem dziewczynie.
- A myślisz, że ja chcę tego słuchać? Odpowiem ci od razu. Nie, nie chcę. Naprawdę się cieszyłam na tę randkę, a ty to wszystko popsułeś! A teraz tak jak gdyby nigdy nic zwołujesz mnie tu podstępem i myślisz, że wszystko będzie dobrze?!- wykrzyczała mi to ze łzami w oczach. Nie wiedziałem, że aż tak ją to zabolało.
- Nie, nie oczekuję, że wybaczysz mi, ale chcę abyś mnie wysłuchała. Proszę.- powiedziałem ze smutkiem, a Ludmiła tylko na mnie spojrzała z bólem.
- No to ja może spróbuję to wyjaśnić mojej synowej, bo to chyba po części moja wina, co?- podeszła do nas moja mama.
- Słucham?- spytała zdziwiona tym razem Blondynka. Nic dziwnego nie wiedziała, że moja mama jest w Argentynie i widziała ją pierwszy raz na oczy.
- Ludmiła poznaj to moja mama, mamo to Ludmiła.- przedstawiłem sobie kobiety, po czym wszystko razem z mamą wytłumaczyłem Ludmile.
- Przepraszam cię bardzo Fede. Ja nie wiedziałam.- dziewczyna spojrzała na mnie, a ja ją mocno przytuliłem do siebie.
Reszta wieczoru minęła sympatycznie. Ludmiła i mama chyba się polubiły. Wnioskuje to z tego, że planują jutro iść na wspólne zakupy. Przez cały wieczór jedynie Violetta wydawała mi się taka jakaś dziwna. Mało rozmawiała i była bardzo zamyślona. Jutro z nią o tym pogadam, bo jak na razie to jestem zmęczony i położę się spać.
Violetta:
Podemos pintar colores al alma 
Podemos gritar yeh 
Podemos volar sin tener alas 
Ser la letra en mi cancion 
Y tallarme en tu voz.  
- Dlaczego tylko twój głos potrafi mnie teraz uspokoić?- spytała brunetka. 
- Nie mam pojęcia. Wiem, że jesteś dla mnie kimś ważnym i nie rozumiem dlaczego dopiero teraz to zrozumiałem.- powiedział szatyn. 
-Czuję to samo. Ja się chyba w tobie zakochałam.- odpowiedziała dziewczyna. 
- Miedzy nami stoi tak wiele, a jednak tak mało.- powiedział chłopak patrząc w oczy dziewczynie. 
- My nie możemy tego zrobić. To ich skrzywdzi.- mówiła brunetka przez łzy, a chłopak zbliżał się do niej. Już dzieliły ich milimetry, aż nagle...
-Nieee!!!!- obudziłam się z krzykiem i łzami w oczach. Przecież ten chłopak to Leon, a ta dziewczyna to nie ja. Płakałam sama nie wiem dlaczego, bo przecież to tylko sen. Ona przypominała mi... Nie, Violetta to na pewno nie ona. Wszyscy tylko nie ona. W ogóle to wszystko jakieś chore, to głupi koszmar. Leon jest ze mną i mnie nie zdradza, a tam nawet nie był na wózku. Muszę się uspokoić i starać zasnąć.
Ludmiła:
Wygłupiłam się w oczach zarówno Federico jak i jego mamy. Dlaczego ja tak na niego naskoczyłam i to przy niej? Gdybym ją chociaż szybciej zauważyła, ale nie. Pięknie zaczęłam naszą znajomość. Nie powiem wolałabym poznać mamę Fede w innych okolicznościach, ale wydaję się bardzo uprzejma. Mam nadzieję, że mnie polubiła, a co jak nie? Takie jakie wejście zrobiłam  to wcale bym się nie zdziwiła gdyby mnie znienawidziła. Jutro idziemy razem na zakupy. Będę się trząść jak galareta. Może wezmę Violettę? To chyba dobry pomysł? Dobra, koniec. Idę spać.
Diego:
Nie wiem dlaczego, ale dziś jak tak zobaczyłem Ally po tym długim czasie to coś do niej poczułem. To coś więcej niż przyjaźń. To prawda już kiedyś jak jeszcze byliśmy młodzi mi się podobała, ale ona tego nie odwzajemnia. Jestem dla niej tylko dobrym, wieloletnim przyjacielem. Dużo bym dał, żeby się we mnie zakochała tak jak ja w niej. Do tego martwię się mamą. Naprawdę wygląda kiepsko. Wyniki będą jutro po południu i modlę się, aby były dobre. Tata wraca dopiero za trzy dni, bo Antonio gdzieś go tam wysłał. Bardzo go teraz potrzebuję, Nawet jeśli Gregorio nie jest idealny to mogę na niego liczyć.
-------------------------------------------------------------
I jak? Podoba wam się? Jak myślicie kto był z Leonem w śnie Violetty? Co dolega mamie Diego? To w przyszłych rozdziałach. Czekam na wasze opinie w komentarzach. Chociaż jedno słowo mnie mobilizuje. Dzięki, że jesteście :-) Buziaki :*



6 czerwca 2014

Rozdział 15

Ludmiła;
A w nim zobaczyłam sms-a od Federico.
Od*Fede*
Lu, przepraszam, ale muszę odwołać naszą randkę. Naprawdę bardzo mi przykro. Wytłumaczę Ci wszystko jutro. Kocham Cię <3
Nie wierzę! Po prostu nie wierzę! Tak bardzo cieszyłam się na naszą randkę, głównie dlatego, że ostatnio mało czasu spędzamy ze sobą, a teraz on tak jak gdyby nigdy nic wszystko niszczy. Momentalnie rozpłakałam się, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Po drzwi podbiegli rodzice z pytaniami co się stało, ale ja nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, a już w ogóle to z nimi. Po kilku latach przypomnieli sobie, że mają córkę. Zamknęłam się w pokoju, przebrałam w piżamę, zmyłam makijaż i położyłam, mimo że nie byłam zmęczona.
Kilkanaście minut szybciej:
Federico:
Dobra, jestem już gotowy na randkę z Ludmiłą. Już nie mogę się doczekać kiedy zasiądę do stołu z moją księżniczką. Camila świetnie wszystko wymyśliła, no w końcu to dziewczyna.
- Federico, otwórz drzwi!- krzyczała do mnie Olga, co mnie zdziwiło, że ja byłem na górze, a reszta domowników na dole.
- A ktoś inny nie może?- odkrzyknąłem gosposi.
- Nie! Masz zrobić to ty!- tym razem to był German.
Zszedłem na dół i zobaczyłem wszystkich domowników siedzących w salonie i nadal nie widzę sensu, że to ja musiałem się fatygować z góry i otwierać te drzwi.
- No szybciej, szybciej.- powiedział German.
- Już, już.- odpowiedziałem.
Otworzyłem drzwi i nie wierzyłem własnym oczom.
- Mama to naprawdę ty?- nie czekając na odpowiedź, rzuciłem się kobiecie w ramiona.
- Tak synku. Zaraz mnie udusisz.- powiedziała do mnie mama.
- Federico, gości nie wita się przez próg.- zwróciła mi uwagę Olga.
Pomogłem mamie z walizkami i wszyscy razem zasiedliśmy do stołu, bo jak się okazało tylko ja nie wiedziałem o jej przyjeździe, a Olga przygotowała pyszne jedzenia. Szybko jeszcze wysłałem sms-a do Ludmiły, że randka odwołana. Mam nadzieję, że nie wkurzy się mocno. Jutro jej wszystko wytłumaczę.
- Jak ci minęła podróż?- German zadał pytanie do mojej mamy.
- Fantastycznie. Dawno tutaj nie byłam. Ostatnio jak jeszcze Maria żyła, chyba.- powiedziała mama.
- Ten czas tak szybko leci.- odpowiedział ojciec Violetty.
- A co u ciebie Violetto? Federico strasznie dużo o tobie mówił. Ja raczej pamiętam cię jak byłaś małym szkrabem.- skierowała pytanie moja mama do Violi.
- Jakoś leci. Mam nadzieję, że Fede mówił w samych pozytywach.- wszyscy się zaśmialiśmy.
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Tak jakby taka jedna wielka rodzina, bardzo dobrze się tu czuję. Cieszę się, że mogę mieszkać w tym domu.
Violetta:
Hahhaa... nie mogę z miny Fede gdy zobaczył w drzwiach swoją mamę. Szkoda, że nie zdążyłam mu cyknąć fotki. Bardzo się ucieszył. Jego mama jest bardzo fajna, nie jest sztywna i można z nią porozmawiać właściwie o wszystkim. Zazdroszczę Fede, że ma taką mamę. Ciekawe co się dzieje z jego tatą, bo nigdy o nim nie opowiadał. Muszę się raz o niego wypytać. Jestem już zmęczona dzisiejszym dniem, marzę tylko, żeby zasnąć. Nie mam sily nawet napisać notki w pamiętniku, trudno.
Od*Leon*
Dobranoc kochanie <3 I żebym Ci się śnił :-*

Jaki on słodki, zawsze wie kiedy ma do mnie napisać.

Do*Leon*
Dobranoc :-* Kocham Cię mocniutko <3 Słodkich snów!

Od*Leon*
Ja bardziej! I nawet się nie sprzeczaj ze mną <3

Do*Leon*
Nawet nie miałam zamiaru :-* Teraz już naprawdę idę spać, bo jestem wyczerpana. Wszystko powiem ci jutro ;-)
P.S.- Buziaki :*******

Od *Leon*
Już się nie mogę doczekać :-) Kocham Cię <3
P.S.- <załącznik>  Śpij dobrze :-*

Otworzyłam załącznik, a tam głos Leona śpiewającego "Podemos". Tak bardzo go kocham. Uwielbiam zasypiać przy jego głosie.
-----------------------------------------------------------------------------
Wiem bardzo krótki i następny obiecuję będzie dłuższy. Postaram się go też szybciej dodać. Ten tydzień miałam zawalony, ale w przyszłym już mam więcej luzu, bo nie ma nauczycieli i zastępstwa są, ani nie ma tak szczególnie nauki. Podoba wam się? Czekam na wasze komentarze :-)

2 czerwca 2014

1000 wyświetleń!

Dziękuję Wam wszystkim za pierwsze tysiąc wyświetleń mojego bloga i zostawione po sobie komentarze. Nawet nie wiecie jak się cieszę z każdych odwiedzin i pozostawionego po sobie chociażby jednego słowa. Blog ma dopiero niecałe 2 miesiące i może nie jest jakiś świetny i dużo mu brakuje do perfekcji, ale bardzo, bardzo Wam dziękuję! Postaram się jak najszybciej dodać rozdział, ale, że zbliża się koniec roku, a w tym tygodniu mam łącznie 6 sprawdzianów, a w tym mega 2 trudne, bo z chemii i fizyki to mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Niedługo już będę miała luz w szkole i wystawione oceny to i postaram się dodawać częściej rozdziały niż raz na tydzień. Jeszcze raz BARDZO WAM DZIĘKUJĘ! Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i z moim blogiem jak najdłużej, bo po tym opowiadaniu planuję pisać następne, ale o Jortini :-) Lecz  to w dalszej przyszłości. To opowiadanie zakończę chyba na 50 rozdziale, więc sami widzicie jeszcze długa droga przed nami.
Liczba wyświetleń według kraju:
















Dobra czwarty raz, ale DZIĘKUJĘ!
Pozdrawiam- Viola :-)

30 maja 2014

Rozdział 14

Violetta:
- Pobudka! Kochanie co się dzieję? Córciu!- obudziło mnie wołanie taty.
- Co, co jest?- dopiero teraz zauważyłam, że jest środek nocy, a moja twarz jest cała w łzach. Ale dlaczego?
- Co ci się śniło Violu?- pytał mnie zmartwiony tata.
- Nie, nie wiem.- nie miałam pojęcia dlaczego, ale znowu zaczęły mi lecieć łzy i od razu przytuliłam się do mojego taty.
- No już, dobrze. Jestem tutaj córeczko.- mówił do mnie tata, całując mnie w czubek głowy.
- Idź już.- powiedziałam.
- Mogę zostać jeszcze jak chcesz.- zapewnił mnie tata.
- Nie, idź już. Tez musisz się wyspać, a to po prostu zły sen.- powiedziałam.
- Dobrze. Dobranoc kochanie.- tata powiedział, wychodząc z mojego pokoju.
Ostatnio często budzę się w nocy ze łzami. Tyle, że nigdy nie pamiętam co mi się śniło. Nie mówiłam tego tacie, ale dziś chyba musiałam głośno krzyczeć. Boję się znowu zasnąć, co jak znowu przyśni mi się ten koszmar? I teraz go zapamiętam, a nie wiem czy tego chcę. Dobrze, że odzyskałam już Leona i Angie też. Cieszę się z jej szczęścia, ale sama nie wiem, za tą Ally nie przepadam. Mimo, że Leon mi wszystko wytłumaczył to i tak nie zdobyła mojej sympatii. Dlaczego wtedy kiedy mam spać w mojej głowie pojawia się tyle myśli? Spróbuję zasnąć, jutro szkoła.
Rano, dom Angie:
Angie:
Wszyscy jeszcze śpią, chyba pora ich obudzić. Hmm... jeszcze chwilę poczekam, w końcu rzadko tu jest taka cisza, można powiedzieć, że w ogóle. Muszę się przyznać, że wczoraj strasznie się wkurzyłam na dzieciaki, ale to przez ten stres. Leon i Ally są dla mnie jak moje własne dzieci i nic tego nie zmieni. Zrobię chyba dla wszystkich coś na śniadanie, niech się ucieszą. Potem muszę przejrzeć katalog z sukniami ślubnymi i w ogóle teraz będę miała tyle na głowie. Zastanawiam się nad powrotem na stałe do studia, choć nie jestem jeszcze pewna swojej decyzji. Może dopiero po ślubie? Z drugiej strony bardzo tęsknie za szkołą, uczniami no i oczywiście moimi przyjaciółmi.
- Hej Angie!- doszły do mnie krzyki z tyłu.
- Boże, Leon! Przestraszyłeś mnie.- mówiłam do chłopaka.
- Przepraszam, nie chciałem. A co tu się robi?- spytał mnie z uśmiechem na twarzy.
- Samo się nie robi. Pomyślałam, że zrobię dziś śniadanie zanim wstaniecie, ale skoro ty już nie śpisz to mi pomożesz.- podałam chłopakowi naczynia, żeby nakrył do stołu.
- Jasne, nie ma za co.- pojechał do jadalni, a po chwili usłyszałam trzaski i zaraz tam pobiegłam.
- Leon! Co się stało?- ujrzałam potłuczone naczynia na podłodze i chłopaka z ręką całą w krwi.
- Co się dzieje?!- z krzykiem wbiegli do jadalni Ally i Jimi.
- Przez ten cholerny wózek nie mogę nakryć do stołu, żeby czegoś nie popsuć!- wrzasnął Leon i od razu wyjechał z pomieszczenia.
- Posprzątajcie tu, a ja z nim pogadam i opatrzę mu rękę.- wydałam rozkaz pozostałej dwójce i pobiegłam za Leonem.
Federico:
Co tutaj się wczoraj działo? Tyle emocji w jeden dzień, sam już nie nadążam. Chwila muszę to sobie poukładać w głowie, a więc: Angie bierze ślub z Jimim, oboje zaadaptowali Leona, a on z kolei wrócił do Violetty. Coś jeszcze? Sam już nie wiem. Szkoda mi Leona jest taki utalentowany, a nie ma czucia w nogach. Hmm... Myślę co zrobić dla Ludmiły. Dawno nie byliśmy na randce, a bardzo tęsknię za moją blondyneczką. Tylko co tu wymyślić. Poradzę się Violi, a może jej lepiej nie, dam jej spokój, ona też musi sobie wszystko w głowie poukładać. Zadzwoniłbym do Leona, ale ten ma dosyć problemów, na razie dam mu spokój. Wiem! Maxi! A najlepiej jak w ogóle pójdę do studio i zobaczę na kogo tam trafię.
Kilkanaście minut później:
- Camila!- zauważyłem przyjaciółkę i doszedłem do wniosku, że kto mi lepiej doradzi jak nie dziewczyna.
- Fede! Coś się stało?- obróciła się i zaczęła iść w moją stronę.
- Nie, nic takiego, ale potrzebuję twojej pomocy.- zacząłem.
- Mojej pomocy? Co zrobiłeś?- o co ona mnie posądza?
- Ja coś zrobić? Żartujesz sobie chyba, Camila.- mówiłem do dziewczyny, robiąc minę jakbym nigdy niczego nie przeskrobał.
- Dobrze, jak chcesz. To w czym ci mogę pomóc?- spytała mnie.
- No, bo wiesz Viola i Leon wrócili do siebie i ten ślub Angie, więc...- przyjaciółka przerwała mi w połowie zdania.
- Naprawdę Viola i Leon wrócili do siebie? Jaki ślub Angie? O niczym nie wiem.- dziewczyna piszczała i zadawała co nowe pytania.
- Cami miałaś mi pomóc.- powiedziałem do dziewczyny, która wreszcie zamilkła.
-Ok, ok już jestem cicho, ale mam pomysł. Najpierw mi wszystko opowiesz, a ja ci wtedy pomogę. Co ty na to?- powiedziała mi przyjaciółka.
Co miałem zrobić? Zgodziłem się. Najpierw opowiedziałem wszystko dziewczynie z wczorajszego wieczoru, a następnie ta mi pomogła w realizowaniu randki dla mnie i Ludmiły.
Leon:
- Leon, co się dzieje? To tylko głupie naczynia, komu nie zdarzyło się czegoś kiedyś stłuc?- podeszła do mnie Angie. Ja wiem, że ona chce mi pomóc, ale nigdy nie zrozumie do końca co ja czuję.
- Wiem, Angie. Może głupio się zachowałem i tylko dorabiam ci zmartwień, a przed ślubem masz dosyć na głowie, ale ja tak nie potrafię.- mówiłem z żalem, smutkiem, a w oku kręciła mi się łza, która nie miała prawa ujrzeć światła dziennego.
- Co ty mówisz? Zmartwień? Jestem najszczęśliwsza na świecie, że mam ciebie, Ally, Violettę, Jimiego i wszystkich przy sobie. Teraz mi powiedz co się dzieje?- nie powiem trochę mi to poprawiło na chwilę humor.
- Po prostu ja czuję jakbym był dla wszystkich ciężarem, chociaż wiem, że wy tak o tym nie myślicie. Kiedyś myślałem, że muzyka jest dla mnie wszystkim, ale teraz wiem, że nie. W życiu najważniejsza jest miłość i nieważne jaka, czy to miłość do dziewczyny, ojca, matki, czy przyjaciela bez niej życie nie byłoby takie same. Tak naprawę gdyby nie przyjaciele i rodzina nigdy nie wyszedłbym ze szpitala i nie potrafilbym cieszyć się życiem, ale jednak potrafię.- zauważyłem, że gdy powiedziałem rodzina Angie zrobiła zdziwioną minę.
- Mówiąc rodzina miałem na myśli ciebie, Jimiego i Ally, To wy jesteście nią dla mnie, za co bardzo dziękuje. Kocham was.- Angie nie mogła wydusić z siebie słowa i tylko mocno mnie przytuliła.
- Tulicie się beze mnie? Niesprawiedliwe też chcę.- po chwili doszła do nas Ally.
- Halo, halo o kimś tu chyba zapomnieliście?- tym razem doszedł Jimi. Teraz to już jesteśmy w komplecie.
Federico:
- No to do zobaczenia o 19, kochanie.- rozmawiałem przez telefon  z Ludmiłą.
- Już się nie mogę doczekać tego co przygotowałeś.- jeżeli moja dziewczyna myślała, że się wygadam to mocno się myliła.
- Nic ci nie powiem, nie licz na to nawet.- mówiłem dziewczynie.
- Ale nic, a nic?- próbowała swoich gierek.
- Nic, a nic. Teraz już kończę. Buziaczki. Kocham Cię.- postanowiłem skończyć rozmowę, bo prędzej czy szybciej wygadałbym się, a nie o to tu chodziło.
- Już tęsknie. Pa!- jak ja ją bardzo kocham.
Trzy godziny później:
Ludmiła:
Już jestem gotowa na randkę. Jestem tak bardzo podekscytowana i ciekawa co takiego przygotował mój chłopak. Trzeba przyznać, że wyglądam całkiem nieźle.
- Uuu... widzę, że szykuje się randka?- zaczepiła mnie moja mama.
- Owszem- powiedziałam, a banan nie schodził mi z twarzy.
- A co to za młodzieniec jeśli można wiedzieć.- tym razem odezwał się mój tata.
- Oj, no daj już spokój dziewczynie, widzisz jaka jest uśmiechnięta, ale mam nadzieję, że go poznamy.- powiedziała moja mama.
- No jasne. Na razie powiem wam tyle, że pochodzi z Włoch i ma na imię Federico i razem jesteśmy już od jakiegoś czasu.- wytłumaczyłam wszystko rodzicom, ponieważ nie było ich przez jakiś czas w BA i nie wiedzieli o wszystkim. Wrócili dopiero jakieś trzy dni temu.
Zobaczyłam, że w torebce nie mam telefonu więc wróciłam się po niego na górę, a w nim zobaczyłam sms-a od....
-------------------------------------------------------------------------
Chciałam dopisać jeszcze coś, ale to  w przyszłym rozdziale jednak.  Mało Leonetty, ale w następnym będzie więcej. Czekam na wasze komentarze i jeśli czytacie to naprawdę zostawcie po sobie chociaż jedno słówko. To dla bardzo dużo znaczy, naprawdę :-) Kolejny rozdział nie wiem w jaki dzień, ale na pewno w przyszłym tygodniu.