22 czerwca 2014

Rozdział 16

Federico:
Wczorajszy dzień był naprawdę wspaniały. Nie mogę uwierzyć, że znowu jestem pod jednym dachem z moją mamą. Niestety nie potrwa to pewnie długo, bo mama będzie musiała pewnie wracać do pracy we Włoszech. Jeszcze nie wiem kiedy wyjeżdża, ale oby została na jak najdłużej. Od wczoraj staram się dodzwonić do Ludmiły i nic. Nie odbiera, nie odpisuje na smsy, ani nawet na meile. Pewnie bardzo się wkurzyła. Może pójdę do jej domu, ale czy ona mi uwierzy? Mam lepszy pomysł, jednak w tym musi mi pomóc Violetta. Zaraz do niej pójdę.
Diego:
Dawno nie widziałem się z Leonem i Ally. Moja mama zachorowała i muszę jej pomagać przez co mam mniej czasu dla przyjaciół i na studio. Jej wyniki pojawią się dopiero jutro więc muszę wytrzymać. Przejdę się do moich przyjaciół, może przy nich zapomnę choć na chwilę.
Violetta:
Drogi Pamiętniku!
Wczoraj przyjechała do nas w odwiedziny mama Fede i muszę przyznać, że jest bardzo sympatyczna i ładna. Już wiem po kim Federico ma swoje poczucie humoru. Myślę co zrobić z Leonem. Niby jesteśmy parą, nie kłócimy się, ale z drugiej strony czuję, że nie jest tak jak wcześniej. Mam wrażenie, że Leon nie chce się do mnie za bardzo zbliżać..
- Violu mogę wejść?- wszedł z pytaniem skierowanym do mnie Fede.
- Przecież już wszedłeś to po co się pytasz?- zapytałam chłopaka, a ten się tylko uśmiechnął.
- Mam problem i nie wiem co z tym zrobić. To znaczy wiem, ale będę potrzebował..- nie dałam dokończyć chłopakowi.
- Mojej pomocy, tak? To mów. O co chodzi?- powiedziałam do Włocha.
 - Ludmiła jest na mnie zła, że odwołałem naszą randkę i nie chce słuchać moich wyjaśnień.- powiedział Fede.
- I co ja z tym mogę zrobić?- spytałam.
- Plan jest taki...- Federico opowiedział mi swój plan, na który się zgodziłam, bo wydawał się nawet sensowny.
Diego:
Stoję właśnie przed bramą do Leona i czekam aż ktoś mi otworzy furtkę.
- Diego, dawno cię u nas nie było.- przestraszyła mnie od tyłu Angie.
- Coo? O jezzu to ty Angie. Prawie, abym na zawał padł, a chyba tego nie chcesz.- powiedziałem do kobiety.
- Nie no na zawał w takim młodym wieku raczej nie padniesz.- zaśmiała się Angie i wpuściła mnie do domu.
- Już jestem!- wykrzyczała na cały dom kobieta.
- A, właśnie Angie nie zdążyłem ci jeszcze pogratulować.- przytuliłem kobietę.
- Dziękuje bardzo.- odpowiedziała mi po czym pokazała gdzie szukać Ally i Leona.
Udałem się do pokoju, który znajdował się w piwnicy? Albo obok, ale na tym samym piętrze? Tak chyba dobrze doszedłem, jak ostatnio tu byłem to jeszcze tego nie było, ale widzę Leona jak ćwiczy, a obok niego siedzi Ally.
- Diego! Cześć!- podbiegła do mnie dziewczyna, po czym przytuliła się. Tęskniłem za tym jej zapachem. Co ja mówię? Przyjaźnimy się przecież.
- Cześć Stary!- powiedział do mnie Leon próbujący wstać.
- Czekaj pomogę ci.- zaproponowałem, że pomogę przyjacielowi i chyba nic w tym złego, ale ten się wkurzył i tak czy siak musiał skorzystać z mojej pomocy.
- Co tam słychać? Dlaczego cię tak długo nie było u nas?- zapytała Ally.
- Moja mama zachorowała i muszę jej pomagać.
- Coś poważnego?- zadał pytanie Leon.
- Miejmy nadzieję, że nie. Jutro będą wyniki.- powiedziałem.
- Będzie dobrze zobaczysz. A co wy na to, żeby zjeść budyń?- zaproponowała Ally.
- Jak zrobisz?- powiedział Leon.
- Zrobię, niech wam będzie.- pomaszerowała do kuchni dziewczyna, a ja zostałem sam z Leonem.
Rozmawiałem z Leonem i zauważyłem, że ten jego wózek męczy go coraz bardziej. Jest przewrażliwiony i myśli, że jest jakimś nieudacznikiem. Dopiero teraz widzę jak to musi go bardzo kosztować. Chcę mu pomóc, ale nie bardzo wiem jak.
Federico:
Zaraz powinna pojawić się Ludmiła. Violetta miała ją zaprosić do domu, żeby porozmawiać, ale tak naprawdę mam zamiar ją przeprosić i przy okazji przedstawić jej moją mamę. Olga już zrobiła kurczaka, mmm jak ja go kocham. Chociaż i tak najlepsze jest włoskie jedzenie. Muszę w wakacje zabrać Ludmi do mojego ojczystego kraju i pokazać jej co nieco. Dobra Fede stop! Jeszcze ci nie przebaczyła, a ty już planujesz wakacje. O właśnie dzwoni do drzwi, Violetta idzie jej otworzyć.
- Hej Violu! Mam nadzieję, że się nie spóźniłam.- powiedziała Lu wchodząc do domu.
- Nie skądże. Olga właśnie nakrywa do stołu.- odpowiedziała jej Violetta.
- To o czym chciałaś pogadać?- zapytała blondynka i dopiero teraz zauważyła mnie stojącego naprzeciwko niej.
- Ludmiła chcę ci wszystko wytłumaczyć.- zacząłem mówić.
- A więc to tylko podstęp?- spytała wkurzona Ludmiła.
- Tak. Nie odbierałaś, a ja ci naprawdę muszę wyjaśnić, dlaczego odwołałem randkę.- powiedziałem dziewczynie.
- A myślisz, że ja chcę tego słuchać? Odpowiem ci od razu. Nie, nie chcę. Naprawdę się cieszyłam na tę randkę, a ty to wszystko popsułeś! A teraz tak jak gdyby nigdy nic zwołujesz mnie tu podstępem i myślisz, że wszystko będzie dobrze?!- wykrzyczała mi to ze łzami w oczach. Nie wiedziałem, że aż tak ją to zabolało.
- Nie, nie oczekuję, że wybaczysz mi, ale chcę abyś mnie wysłuchała. Proszę.- powiedziałem ze smutkiem, a Ludmiła tylko na mnie spojrzała z bólem.
- No to ja może spróbuję to wyjaśnić mojej synowej, bo to chyba po części moja wina, co?- podeszła do nas moja mama.
- Słucham?- spytała zdziwiona tym razem Blondynka. Nic dziwnego nie wiedziała, że moja mama jest w Argentynie i widziała ją pierwszy raz na oczy.
- Ludmiła poznaj to moja mama, mamo to Ludmiła.- przedstawiłem sobie kobiety, po czym wszystko razem z mamą wytłumaczyłem Ludmile.
- Przepraszam cię bardzo Fede. Ja nie wiedziałam.- dziewczyna spojrzała na mnie, a ja ją mocno przytuliłem do siebie.
Reszta wieczoru minęła sympatycznie. Ludmiła i mama chyba się polubiły. Wnioskuje to z tego, że planują jutro iść na wspólne zakupy. Przez cały wieczór jedynie Violetta wydawała mi się taka jakaś dziwna. Mało rozmawiała i była bardzo zamyślona. Jutro z nią o tym pogadam, bo jak na razie to jestem zmęczony i położę się spać.
Violetta:
Podemos pintar colores al alma 
Podemos gritar yeh 
Podemos volar sin tener alas 
Ser la letra en mi cancion 
Y tallarme en tu voz.  
- Dlaczego tylko twój głos potrafi mnie teraz uspokoić?- spytała brunetka. 
- Nie mam pojęcia. Wiem, że jesteś dla mnie kimś ważnym i nie rozumiem dlaczego dopiero teraz to zrozumiałem.- powiedział szatyn. 
-Czuję to samo. Ja się chyba w tobie zakochałam.- odpowiedziała dziewczyna. 
- Miedzy nami stoi tak wiele, a jednak tak mało.- powiedział chłopak patrząc w oczy dziewczynie. 
- My nie możemy tego zrobić. To ich skrzywdzi.- mówiła brunetka przez łzy, a chłopak zbliżał się do niej. Już dzieliły ich milimetry, aż nagle...
-Nieee!!!!- obudziłam się z krzykiem i łzami w oczach. Przecież ten chłopak to Leon, a ta dziewczyna to nie ja. Płakałam sama nie wiem dlaczego, bo przecież to tylko sen. Ona przypominała mi... Nie, Violetta to na pewno nie ona. Wszyscy tylko nie ona. W ogóle to wszystko jakieś chore, to głupi koszmar. Leon jest ze mną i mnie nie zdradza, a tam nawet nie był na wózku. Muszę się uspokoić i starać zasnąć.
Ludmiła:
Wygłupiłam się w oczach zarówno Federico jak i jego mamy. Dlaczego ja tak na niego naskoczyłam i to przy niej? Gdybym ją chociaż szybciej zauważyła, ale nie. Pięknie zaczęłam naszą znajomość. Nie powiem wolałabym poznać mamę Fede w innych okolicznościach, ale wydaję się bardzo uprzejma. Mam nadzieję, że mnie polubiła, a co jak nie? Takie jakie wejście zrobiłam  to wcale bym się nie zdziwiła gdyby mnie znienawidziła. Jutro idziemy razem na zakupy. Będę się trząść jak galareta. Może wezmę Violettę? To chyba dobry pomysł? Dobra, koniec. Idę spać.
Diego:
Nie wiem dlaczego, ale dziś jak tak zobaczyłem Ally po tym długim czasie to coś do niej poczułem. To coś więcej niż przyjaźń. To prawda już kiedyś jak jeszcze byliśmy młodzi mi się podobała, ale ona tego nie odwzajemnia. Jestem dla niej tylko dobrym, wieloletnim przyjacielem. Dużo bym dał, żeby się we mnie zakochała tak jak ja w niej. Do tego martwię się mamą. Naprawdę wygląda kiepsko. Wyniki będą jutro po południu i modlę się, aby były dobre. Tata wraca dopiero za trzy dni, bo Antonio gdzieś go tam wysłał. Bardzo go teraz potrzebuję, Nawet jeśli Gregorio nie jest idealny to mogę na niego liczyć.
-------------------------------------------------------------
I jak? Podoba wam się? Jak myślicie kto był z Leonem w śnie Violetty? Co dolega mamie Diego? To w przyszłych rozdziałach. Czekam na wasze opinie w komentarzach. Chociaż jedno słowo mnie mobilizuje. Dzięki, że jesteście :-) Buziaki :*



6 czerwca 2014

Rozdział 15

Ludmiła;
A w nim zobaczyłam sms-a od Federico.
Od*Fede*
Lu, przepraszam, ale muszę odwołać naszą randkę. Naprawdę bardzo mi przykro. Wytłumaczę Ci wszystko jutro. Kocham Cię <3
Nie wierzę! Po prostu nie wierzę! Tak bardzo cieszyłam się na naszą randkę, głównie dlatego, że ostatnio mało czasu spędzamy ze sobą, a teraz on tak jak gdyby nigdy nic wszystko niszczy. Momentalnie rozpłakałam się, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Po drzwi podbiegli rodzice z pytaniami co się stało, ale ja nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, a już w ogóle to z nimi. Po kilku latach przypomnieli sobie, że mają córkę. Zamknęłam się w pokoju, przebrałam w piżamę, zmyłam makijaż i położyłam, mimo że nie byłam zmęczona.
Kilkanaście minut szybciej:
Federico:
Dobra, jestem już gotowy na randkę z Ludmiłą. Już nie mogę się doczekać kiedy zasiądę do stołu z moją księżniczką. Camila świetnie wszystko wymyśliła, no w końcu to dziewczyna.
- Federico, otwórz drzwi!- krzyczała do mnie Olga, co mnie zdziwiło, że ja byłem na górze, a reszta domowników na dole.
- A ktoś inny nie może?- odkrzyknąłem gosposi.
- Nie! Masz zrobić to ty!- tym razem to był German.
Zszedłem na dół i zobaczyłem wszystkich domowników siedzących w salonie i nadal nie widzę sensu, że to ja musiałem się fatygować z góry i otwierać te drzwi.
- No szybciej, szybciej.- powiedział German.
- Już, już.- odpowiedziałem.
Otworzyłem drzwi i nie wierzyłem własnym oczom.
- Mama to naprawdę ty?- nie czekając na odpowiedź, rzuciłem się kobiecie w ramiona.
- Tak synku. Zaraz mnie udusisz.- powiedziała do mnie mama.
- Federico, gości nie wita się przez próg.- zwróciła mi uwagę Olga.
Pomogłem mamie z walizkami i wszyscy razem zasiedliśmy do stołu, bo jak się okazało tylko ja nie wiedziałem o jej przyjeździe, a Olga przygotowała pyszne jedzenia. Szybko jeszcze wysłałem sms-a do Ludmiły, że randka odwołana. Mam nadzieję, że nie wkurzy się mocno. Jutro jej wszystko wytłumaczę.
- Jak ci minęła podróż?- German zadał pytanie do mojej mamy.
- Fantastycznie. Dawno tutaj nie byłam. Ostatnio jak jeszcze Maria żyła, chyba.- powiedziała mama.
- Ten czas tak szybko leci.- odpowiedział ojciec Violetty.
- A co u ciebie Violetto? Federico strasznie dużo o tobie mówił. Ja raczej pamiętam cię jak byłaś małym szkrabem.- skierowała pytanie moja mama do Violi.
- Jakoś leci. Mam nadzieję, że Fede mówił w samych pozytywach.- wszyscy się zaśmialiśmy.
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Tak jakby taka jedna wielka rodzina, bardzo dobrze się tu czuję. Cieszę się, że mogę mieszkać w tym domu.
Violetta:
Hahhaa... nie mogę z miny Fede gdy zobaczył w drzwiach swoją mamę. Szkoda, że nie zdążyłam mu cyknąć fotki. Bardzo się ucieszył. Jego mama jest bardzo fajna, nie jest sztywna i można z nią porozmawiać właściwie o wszystkim. Zazdroszczę Fede, że ma taką mamę. Ciekawe co się dzieje z jego tatą, bo nigdy o nim nie opowiadał. Muszę się raz o niego wypytać. Jestem już zmęczona dzisiejszym dniem, marzę tylko, żeby zasnąć. Nie mam sily nawet napisać notki w pamiętniku, trudno.
Od*Leon*
Dobranoc kochanie <3 I żebym Ci się śnił :-*

Jaki on słodki, zawsze wie kiedy ma do mnie napisać.

Do*Leon*
Dobranoc :-* Kocham Cię mocniutko <3 Słodkich snów!

Od*Leon*
Ja bardziej! I nawet się nie sprzeczaj ze mną <3

Do*Leon*
Nawet nie miałam zamiaru :-* Teraz już naprawdę idę spać, bo jestem wyczerpana. Wszystko powiem ci jutro ;-)
P.S.- Buziaki :*******

Od *Leon*
Już się nie mogę doczekać :-) Kocham Cię <3
P.S.- <załącznik>  Śpij dobrze :-*

Otworzyłam załącznik, a tam głos Leona śpiewającego "Podemos". Tak bardzo go kocham. Uwielbiam zasypiać przy jego głosie.
-----------------------------------------------------------------------------
Wiem bardzo krótki i następny obiecuję będzie dłuższy. Postaram się go też szybciej dodać. Ten tydzień miałam zawalony, ale w przyszłym już mam więcej luzu, bo nie ma nauczycieli i zastępstwa są, ani nie ma tak szczególnie nauki. Podoba wam się? Czekam na wasze komentarze :-)

2 czerwca 2014

1000 wyświetleń!

Dziękuję Wam wszystkim za pierwsze tysiąc wyświetleń mojego bloga i zostawione po sobie komentarze. Nawet nie wiecie jak się cieszę z każdych odwiedzin i pozostawionego po sobie chociażby jednego słowa. Blog ma dopiero niecałe 2 miesiące i może nie jest jakiś świetny i dużo mu brakuje do perfekcji, ale bardzo, bardzo Wam dziękuję! Postaram się jak najszybciej dodać rozdział, ale, że zbliża się koniec roku, a w tym tygodniu mam łącznie 6 sprawdzianów, a w tym mega 2 trudne, bo z chemii i fizyki to mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Niedługo już będę miała luz w szkole i wystawione oceny to i postaram się dodawać częściej rozdziały niż raz na tydzień. Jeszcze raz BARDZO WAM DZIĘKUJĘ! Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i z moim blogiem jak najdłużej, bo po tym opowiadaniu planuję pisać następne, ale o Jortini :-) Lecz  to w dalszej przyszłości. To opowiadanie zakończę chyba na 50 rozdziale, więc sami widzicie jeszcze długa droga przed nami.
Liczba wyświetleń według kraju:
















Dobra czwarty raz, ale DZIĘKUJĘ!
Pozdrawiam- Viola :-)

30 maja 2014

Rozdział 14

Violetta:
- Pobudka! Kochanie co się dzieję? Córciu!- obudziło mnie wołanie taty.
- Co, co jest?- dopiero teraz zauważyłam, że jest środek nocy, a moja twarz jest cała w łzach. Ale dlaczego?
- Co ci się śniło Violu?- pytał mnie zmartwiony tata.
- Nie, nie wiem.- nie miałam pojęcia dlaczego, ale znowu zaczęły mi lecieć łzy i od razu przytuliłam się do mojego taty.
- No już, dobrze. Jestem tutaj córeczko.- mówił do mnie tata, całując mnie w czubek głowy.
- Idź już.- powiedziałam.
- Mogę zostać jeszcze jak chcesz.- zapewnił mnie tata.
- Nie, idź już. Tez musisz się wyspać, a to po prostu zły sen.- powiedziałam.
- Dobrze. Dobranoc kochanie.- tata powiedział, wychodząc z mojego pokoju.
Ostatnio często budzę się w nocy ze łzami. Tyle, że nigdy nie pamiętam co mi się śniło. Nie mówiłam tego tacie, ale dziś chyba musiałam głośno krzyczeć. Boję się znowu zasnąć, co jak znowu przyśni mi się ten koszmar? I teraz go zapamiętam, a nie wiem czy tego chcę. Dobrze, że odzyskałam już Leona i Angie też. Cieszę się z jej szczęścia, ale sama nie wiem, za tą Ally nie przepadam. Mimo, że Leon mi wszystko wytłumaczył to i tak nie zdobyła mojej sympatii. Dlaczego wtedy kiedy mam spać w mojej głowie pojawia się tyle myśli? Spróbuję zasnąć, jutro szkoła.
Rano, dom Angie:
Angie:
Wszyscy jeszcze śpią, chyba pora ich obudzić. Hmm... jeszcze chwilę poczekam, w końcu rzadko tu jest taka cisza, można powiedzieć, że w ogóle. Muszę się przyznać, że wczoraj strasznie się wkurzyłam na dzieciaki, ale to przez ten stres. Leon i Ally są dla mnie jak moje własne dzieci i nic tego nie zmieni. Zrobię chyba dla wszystkich coś na śniadanie, niech się ucieszą. Potem muszę przejrzeć katalog z sukniami ślubnymi i w ogóle teraz będę miała tyle na głowie. Zastanawiam się nad powrotem na stałe do studia, choć nie jestem jeszcze pewna swojej decyzji. Może dopiero po ślubie? Z drugiej strony bardzo tęsknie za szkołą, uczniami no i oczywiście moimi przyjaciółmi.
- Hej Angie!- doszły do mnie krzyki z tyłu.
- Boże, Leon! Przestraszyłeś mnie.- mówiłam do chłopaka.
- Przepraszam, nie chciałem. A co tu się robi?- spytał mnie z uśmiechem na twarzy.
- Samo się nie robi. Pomyślałam, że zrobię dziś śniadanie zanim wstaniecie, ale skoro ty już nie śpisz to mi pomożesz.- podałam chłopakowi naczynia, żeby nakrył do stołu.
- Jasne, nie ma za co.- pojechał do jadalni, a po chwili usłyszałam trzaski i zaraz tam pobiegłam.
- Leon! Co się stało?- ujrzałam potłuczone naczynia na podłodze i chłopaka z ręką całą w krwi.
- Co się dzieje?!- z krzykiem wbiegli do jadalni Ally i Jimi.
- Przez ten cholerny wózek nie mogę nakryć do stołu, żeby czegoś nie popsuć!- wrzasnął Leon i od razu wyjechał z pomieszczenia.
- Posprzątajcie tu, a ja z nim pogadam i opatrzę mu rękę.- wydałam rozkaz pozostałej dwójce i pobiegłam za Leonem.
Federico:
Co tutaj się wczoraj działo? Tyle emocji w jeden dzień, sam już nie nadążam. Chwila muszę to sobie poukładać w głowie, a więc: Angie bierze ślub z Jimim, oboje zaadaptowali Leona, a on z kolei wrócił do Violetty. Coś jeszcze? Sam już nie wiem. Szkoda mi Leona jest taki utalentowany, a nie ma czucia w nogach. Hmm... Myślę co zrobić dla Ludmiły. Dawno nie byliśmy na randce, a bardzo tęsknię za moją blondyneczką. Tylko co tu wymyślić. Poradzę się Violi, a może jej lepiej nie, dam jej spokój, ona też musi sobie wszystko w głowie poukładać. Zadzwoniłbym do Leona, ale ten ma dosyć problemów, na razie dam mu spokój. Wiem! Maxi! A najlepiej jak w ogóle pójdę do studio i zobaczę na kogo tam trafię.
Kilkanaście minut później:
- Camila!- zauważyłem przyjaciółkę i doszedłem do wniosku, że kto mi lepiej doradzi jak nie dziewczyna.
- Fede! Coś się stało?- obróciła się i zaczęła iść w moją stronę.
- Nie, nic takiego, ale potrzebuję twojej pomocy.- zacząłem.
- Mojej pomocy? Co zrobiłeś?- o co ona mnie posądza?
- Ja coś zrobić? Żartujesz sobie chyba, Camila.- mówiłem do dziewczyny, robiąc minę jakbym nigdy niczego nie przeskrobał.
- Dobrze, jak chcesz. To w czym ci mogę pomóc?- spytała mnie.
- No, bo wiesz Viola i Leon wrócili do siebie i ten ślub Angie, więc...- przyjaciółka przerwała mi w połowie zdania.
- Naprawdę Viola i Leon wrócili do siebie? Jaki ślub Angie? O niczym nie wiem.- dziewczyna piszczała i zadawała co nowe pytania.
- Cami miałaś mi pomóc.- powiedziałem do dziewczyny, która wreszcie zamilkła.
-Ok, ok już jestem cicho, ale mam pomysł. Najpierw mi wszystko opowiesz, a ja ci wtedy pomogę. Co ty na to?- powiedziała mi przyjaciółka.
Co miałem zrobić? Zgodziłem się. Najpierw opowiedziałem wszystko dziewczynie z wczorajszego wieczoru, a następnie ta mi pomogła w realizowaniu randki dla mnie i Ludmiły.
Leon:
- Leon, co się dzieje? To tylko głupie naczynia, komu nie zdarzyło się czegoś kiedyś stłuc?- podeszła do mnie Angie. Ja wiem, że ona chce mi pomóc, ale nigdy nie zrozumie do końca co ja czuję.
- Wiem, Angie. Może głupio się zachowałem i tylko dorabiam ci zmartwień, a przed ślubem masz dosyć na głowie, ale ja tak nie potrafię.- mówiłem z żalem, smutkiem, a w oku kręciła mi się łza, która nie miała prawa ujrzeć światła dziennego.
- Co ty mówisz? Zmartwień? Jestem najszczęśliwsza na świecie, że mam ciebie, Ally, Violettę, Jimiego i wszystkich przy sobie. Teraz mi powiedz co się dzieje?- nie powiem trochę mi to poprawiło na chwilę humor.
- Po prostu ja czuję jakbym był dla wszystkich ciężarem, chociaż wiem, że wy tak o tym nie myślicie. Kiedyś myślałem, że muzyka jest dla mnie wszystkim, ale teraz wiem, że nie. W życiu najważniejsza jest miłość i nieważne jaka, czy to miłość do dziewczyny, ojca, matki, czy przyjaciela bez niej życie nie byłoby takie same. Tak naprawę gdyby nie przyjaciele i rodzina nigdy nie wyszedłbym ze szpitala i nie potrafilbym cieszyć się życiem, ale jednak potrafię.- zauważyłem, że gdy powiedziałem rodzina Angie zrobiła zdziwioną minę.
- Mówiąc rodzina miałem na myśli ciebie, Jimiego i Ally, To wy jesteście nią dla mnie, za co bardzo dziękuje. Kocham was.- Angie nie mogła wydusić z siebie słowa i tylko mocno mnie przytuliła.
- Tulicie się beze mnie? Niesprawiedliwe też chcę.- po chwili doszła do nas Ally.
- Halo, halo o kimś tu chyba zapomnieliście?- tym razem doszedł Jimi. Teraz to już jesteśmy w komplecie.
Federico:
- No to do zobaczenia o 19, kochanie.- rozmawiałem przez telefon  z Ludmiłą.
- Już się nie mogę doczekać tego co przygotowałeś.- jeżeli moja dziewczyna myślała, że się wygadam to mocno się myliła.
- Nic ci nie powiem, nie licz na to nawet.- mówiłem dziewczynie.
- Ale nic, a nic?- próbowała swoich gierek.
- Nic, a nic. Teraz już kończę. Buziaczki. Kocham Cię.- postanowiłem skończyć rozmowę, bo prędzej czy szybciej wygadałbym się, a nie o to tu chodziło.
- Już tęsknie. Pa!- jak ja ją bardzo kocham.
Trzy godziny później:
Ludmiła:
Już jestem gotowa na randkę. Jestem tak bardzo podekscytowana i ciekawa co takiego przygotował mój chłopak. Trzeba przyznać, że wyglądam całkiem nieźle.
- Uuu... widzę, że szykuje się randka?- zaczepiła mnie moja mama.
- Owszem- powiedziałam, a banan nie schodził mi z twarzy.
- A co to za młodzieniec jeśli można wiedzieć.- tym razem odezwał się mój tata.
- Oj, no daj już spokój dziewczynie, widzisz jaka jest uśmiechnięta, ale mam nadzieję, że go poznamy.- powiedziała moja mama.
- No jasne. Na razie powiem wam tyle, że pochodzi z Włoch i ma na imię Federico i razem jesteśmy już od jakiegoś czasu.- wytłumaczyłam wszystko rodzicom, ponieważ nie było ich przez jakiś czas w BA i nie wiedzieli o wszystkim. Wrócili dopiero jakieś trzy dni temu.
Zobaczyłam, że w torebce nie mam telefonu więc wróciłam się po niego na górę, a w nim zobaczyłam sms-a od....
-------------------------------------------------------------------------
Chciałam dopisać jeszcze coś, ale to  w przyszłym rozdziale jednak.  Mało Leonetty, ale w następnym będzie więcej. Czekam na wasze komentarze i jeśli czytacie to naprawdę zostawcie po sobie chociaż jedno słówko. To dla bardzo dużo znaczy, naprawdę :-) Kolejny rozdział nie wiem w jaki dzień, ale na pewno w przyszłym tygodniu. 


27 maja 2014

Przepraszam

Wiem, wiem rozdział już dawno miał być, ale tak strasznie mało czasu. Koniec roku i cały czas tylko poprawy, sprawdziany i kartkówki. Masakra! Mam napisaną połowę rozdziału, została tylko druga. Obiecuję, że rozdział 14 pojawi się jeszcze w tym tygodniu. Potem będę miała luz w szkole to i więcej czasu. A na razie tylko chemia, fizyka, matma i wszystko na raz. Codziennie coś, a trzeba poprawić sobie średnią, żebym na świadectwie trójek nie miała xd Na razie tygodniowo na pewno będzie jeden rozdział, a potem zobaczymy. Bardzo was przepraszam! Jak trochę odpuszczą w szkole obiecuję poprawę.

19 maja 2014

Rozdział 13

Leon:
Otworzyła nam Olga, która stała jak wryta wpatrując się w nas. Po chwili z jadalni przyszła do nas wkurzona Angie, myślałem, że zaraz nam coś zrobi i wcale się nie myliłem.
- Kazałam wam przejść przez 2 ulice! To naprawdę takie niewykonalne?! Wyglądacie jak jacyś bezdomni!- krzyczała na nas, dopóki Olga jej nie zaciągnęła do kuchni, w tym samym czasie podszedł Jimi i kazał nam wracać do domu.
- Nie, niech zostaną. Federico pewnie użyczy swoich ubrań Leonowi, a Violetta..yyy...- German nie wiedział jak moja kompanka ma na imię.
- Ally.- powiedziałem.
- Co?- zapytał, widocznie nie załapał.
- To jest Ally.- powiedziałem po raz drugi.
- Aa dobrze. Violetta daj koleżance jakieś ubrania! A ty Fede Leonowi. Leon idźcie się ogarnąć, znasz ten dom, to zaprowadź..yyy.. koleżankę.- nie wierzę, że już zapomniał jej imienia. Tak jak German nam kazał tak zrobiliśmy. Dobrze, że ja i Fede nosimy ten sam rozmiar.
Violetta:
Co to w ogóle ma być? Przychodzą tu jak jakieś świnie, dobra może przesadzam, ale po co on ją tutaj przyprowadzał? Jeszcze jej muszę ubrania pożyczać. Ally, chyba dobrze zapamiętałam próbowała mnie zagadać, ale ja jej krótko odpowiadałam: tak, nie lub nie wiem.
- Violetta, jeśli chodzi o to co widziałaś wczoraj to...- przerwałam jej.
- Nie chcę wyjaśnień. Ja i Leon nie jesteśmy razem już od dawna, między nami już nic nie ma.- tłumaczyłam dziewczynie, prawdę mówiąc oszukiwałam samą siebie. Dałam jej ubrania i zeszłam na dół. Już chciałam, żeby ten wieczór się skończył.
Ally:
Boję się, że Violetta szybko mnie nie polubi. Chciałabym się z nią dogadać, głównie dla Leona, Fran i Angie, im bardzo na tym zależy. Bardzo ją kochają. Trzeba przyznać, że ma fajny styl, może trochę odmienny od mojego, ale pasują jej te pastele. Tylko, żebym nic nie zrobiła z zestawem, który mi pożyczyła. Z moim szczęściem na pewno zaatakuje mnie i kot i porwie jej ubrania. Niech to!
- Gotowa?- podjechał Leon.
- Tak. Violetta chyba mnie nie lubi.- powiedziałam smutna.
- Mnie chyba już też nie, ale będzie ok. Trzeba jej wszystko wyjaśnić i to za chwilę. Teraz lepiej chodźmy, bo Olga nie lubi jak jedzenie stygnie.- powiedział mój przyjaciel.
- Chodźmy.- powiedziałam.
Zeszliśmy na dół i było jakoś tak strasznie sztywno. Nie lubię takiej atmosfery więc zaproponowałam, żeby coś zaśpiewać. Angie spiorunowała mnie wzrokiem, więc szybko za żałowałam mojej propozycji.
- Jasne, czemu nie. Fede masz jakąś gitarę?- powiedział Leon.
- Tak, leży w moim pokoju. Zaraz po nią skoczę.- powiedział radosny Fede.
- Nie fatyguj się. Zagram na fortepianie.- powiedział mój tata.
Po chwili zagrały pierwsze nuty "Ven y canta". Ja, Leon zaczęliśmy śpiewać, a po chwili doszła do nas Angie, widać, że przeszedł jej zły humorek. Dołączył też Fede, a Olga, Ramallo i German jedynie śmiesznie tańczyli. Tylko Violetta siedziała, zrobiło mi się jej naprawdę żal. Po skończonej piosence zasiedliśmy do stołu już w lepszych nastrojach. Po zjedzonej kolacji Angie wstała i zaczęła swoją mowę.
- A więc przyszłam tutaj głównie po to, aby coś ogłosić. Na dobry początek mam do zakomunikowania, że z Jimim postanowiliśmy, że zostajemy na stałe w Buenos Aires.- po tych słowach rzuciłam się w ramiona Leona, a on mnie mocno uścisnął. Na szczęście szybko zdałam sobie sprawę, że obok siedzi Violetta.
- Dobrze widzę, że się cieszycie. Mam drugą wiadomość. Leon, Ally mieliśmy wam to już dawno powiedzieć, ale ten wypadek i to wszystko.- powiedziała Angie.
- No mów!- krzyknął szczęśliwy Leon.
- Ja i Jimi bierzemy ślub.- powiedziała po czym mocno ją przytuliłam, zaraz to samo zrobiłam z tatą.
- Nawet nie wiecie jak się cieszę.- mówiłam i tak z tego całego szczęścia poleciała mi jedna łza, którą przetarł mi Leon.
- Ja też i to bardzo. Gratuluję wam.- mówił Leon.
- Gratulacje.- powiedział tym razem German. Olga i Ramallo mocno uścisnęli Angie i to samo zrobili z miom tatą.
- Gratuluję Angie, mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa.- odezwała się Violetta.
- Dziękujemy wam.- powiedział mój tata. O boże jak się cieszę.
- Mamy jeszcze jedną wiadomość. Teraz mi nie przerywajcie.- wzrok skierowała głównie na Leona.
- Więc Leon teraz już wybacz, ale nie masz nic do gadania i musisz z nami przeżyć ten rok i dłużej, ponieważ cię adoptowaliśmy i jesteś oficjalnie naszym synem.- Leona zatkało, nie wiedział co powiedzieć. Przytulił Angie i Jimiego, a potem mnie.
- Dziękuje, nie wiem co powiedzieć. Dziękuje.- mówił, a ja go jeszcze raz przytuliłam.
- Kocham cię braciszku ty mój.- powiedziałam.
- Ja ciebie też i teraz pamiętaj każdego chłopaka, który przyjdzie do ciebie prześwietlę, a jak znajdę choć jedną rzecz, która mi nie pasuje od razu wywalę za drzwi.- oboje się zaśmialiśmy.
- Wszystko, byle, żebyś był obok mnie.- odpowiedziałam mu.
- No to co czas na deser?- powiedziała Olga.
Podczas jedzenia posiłku Leon cały czas patrzał na Violettę. Oni muszą się pogodzić. Po prostu muszą! Są dla siebie stworzeni.
- Violu możemy porozmawiać?- spytał Leon.
- Tak.- odpowiedziała mu i poszli na kanapę do salonu.
Leon:
Nie wierzę w to co zrobili dla mnie Angie i Jimi. Jestem taki szczęśliwy. Całą kolację układałem sobie rozmowę z Violettą, ale wszystko zapomniałem.
- Więc o czym chciałeś porozmawiać Leon?- dziewczyna zapytała mnie, a ja dopiero zdałem sobie sprawę, że siedziałem na przeciwko niej i nic nie mówiłem.
- To co wczoraj zobaczyłam, źle to zrozumiałaś. Ja i Ally znamy się od wielu lat i jesteśmy dla siebie jak prawdziwe rodzeństwo. Między nami nic nie ma.- tłumaczyłem się dziewczynie.
- Przepraszam, teraz to wiem. Mogłam cię szybciej wysłuchać. Kochasz ją, ale jak siostrę?- powiedziała Violetta.
- Własnie tak. Jest dla mnie bardzo ważna i nie pozwolę jej skrzywdzić, ale ty jesteś też ważna. Tyle, że Ally jak siostra, a ty jak dziewczyna. Violu kocham cię i nie potrafię żyć bez ciebie.- powiedziałem patrząc prosto w oczy mojej ukochanej.
- Ja ciebie też bardzo kocham.- powiedziała i mnie przytuliła.
- To znaczy, że jesteśmy razem?- spytałem.
- A chcesz tego?- odpowiedziała mi pytaniem na pytanie.
- Bardzo.- powiedziałem.
- Więc tak.- powiedziała.
- Tęskniłem.- szeptałem jej do ucha, gdy ta była do mnie przytulona.
----------------------------------------------------
Tak zakończył się rozdział 13 :-) Chciałam jeszcze dzisiaj coś dopisać, ale wyszło, że nie zdążę xd Nauka na niemca + z koleżanką mam napisać zwrotkę do piosenki na muzykę, a wieczorem bieganie i ćwiczenia, więc już widzę, że nie dam rady, równie dobrze mogłam rozdział dodać wczoraj, ale cóż. Następny nie wiem kiedy dodam, myślę, że jakoś czwartek? Może szybciej dam radę. 

16 maja 2014

Rozdział 12

Ten sam dzień, wieczór:
Leon:
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Po długim czasie zobaczyłem Violettę. Nigdy nie sądziłem, że mogę się za nią aż tak stęsknić. Jak zobaczyłem ją w drzwiach była taka piękna. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że chcę ją widzieć codziennie i już nigdy nie mogę jej stracić.
- Cześć Leon!- krzyknęła do mnie Francesca aż się przestraszyłem.
- Fran, cześć! Mam prośbę nie krzycz tak, ok?- odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy.
- Widzę, że happy end, chcę znać szczegóły, albo nie teraz, bo nie ma czasu jutro mi wszystko powiesz.- Francesca mówiła jak najęta.
- Skąd wiesz? No tak przecież od ciebie Viola wie. Bardzo ci dziękuje.- mówiłem, ale dziewczyna w ogóle mnie nie słuchała.
- Fran!- krzyknąłem.
- Co? Przepraszam. Idę po twój wypis, a ty się szykuj, zaraz przyjadę z wózkiem i jedziemy.- powiedziała i wyszła.
Po kilkunastu minutach dziewczyna była już u mnie w sali i razem pojechaliśmy do domu Angie. Gdy weszliśmy wszędzie było strasznie ciemno, jakby nikogo nie było w domu, a Fran dodatkowo gdzieś zniknęła. Ciekawe jak ja tu znajdę włącznik do światła i do tego na tym wózku. Po jakichś trzech minutach udało mi się zapalić światło i powędrowałem do salonu, gdzie nagle zobaczyłem wszystkich przyjaciół ze studia krzyczących "niespodzianka!'. Moja radość była ogromna. Dziewczyny rzuciły się na mnie z uściskami i klęczały przede mną, po chwili doszli też chłopaki. Wszyscy mnie przywitali, chociaż na początku mówili coś, że im przykro, ale nie chciałem tego. Powiedziałem, że jest ok i mają się dobrze bawić. Minęło dobre półgodziny i zaczęła lecieć głośna muzyka i wszyscy zaczęli tańczyć, szkoda, że ja nie mogę, nie powiem zrobiło mi się trochę przykro, ale szybko się opamiętałem, bo przecież nie mogę im zabronić tańczyć. Dobrze, że chociaż mogę śpiewać, lekarz powiedział, że już raczej wszystko w porządku z moim głosem tylko nie mam go przemęczać. Violetta chyba nie przyszła, bo jej nie widziałem, ciekawe co się stało, pewnie German jej nie pozwolił, szkoda. Z zamyśleń wyrwała mnie moja przyjaciółka, która usiadła mi na kolana,
- Jak się czujesz?- powiedziała Ally.
- Wspaniale, dziękuje ci.- odpowiedziałem dziewczynie.
- Za co mi dziękujesz?- spytała uśmiechnięta.
- Za wszystko. Jesteś dla mnie jak siostra, razem tworzymy taką fajną rodzinę. Ja, ty, Angie, twój tata. Też tak uważasz?- spytałem.
- Jasne, że tak. Kocham cię braciszku.- dziewczyna siedząca mi na kolanach przytuliła mnie, a ja ją. Siedzieliśmy tak przez dłuższą chwilę, my naprawdę jesteśmy dla siebie rodzeństwem. Niestety ten widok nie spodobał się Violetcie, która akurat przyszła na imprezkę. Od razu wybiegła z domu, a ja nawet nie mogłem się za nią ruszyć, na tych czterech kołach.Przypomniało mi się, że Viola nie zna Ally ani Jimiego, a Angie nic jej jeszcze nie mówiła. Dziewczyna żyje w przekonaniu, że mieszkamy we dwójkę, a nie czwórkę. Jutro muszę jej wszystko wytłumaczyć, ale na resztę wieczoru straciłem humor.
- Leon przepraszam. Zaraz za nią pobiegnę i jej wszystko wytłumaczę, nie przejmuj się.- dziewczyna już chciała ruszyć, widać, że się tym przejęła, ale ją zatrzymałem.
- Stój! Jutro jej wszystko wytłumaczę. Skąd ty w ogóle wiesz kim jest ta dziewczyna?- spytałem, przecież jeszcze nie poznała Violetty.
- Żartujesz sobie? Ty i Angie potraficie mówić o Violetcie 24h na dobę.- zaśmiała się, zresztą ja też.
- Mogłaś coś powiedzieć.- powiedziałem.
- Mogłam, ale wy jesteście tacy szczęśliwi jak o niej mówicie tak jakby dawała wam siłę do życia i chyba tak właśnie jest. Chciałabym, żeby ktoś mnie tak kiedyś pokochał jak wy kochacie ją.- Ally uroniła jedną łzę, którą od razu przetarła.
- Ally nie mów tak. Ja cię kocham, Angie cię kocha, twój tata, Francesca też cię ubóstwia, no i Diego. Ciebie nie da się nie lubić.- mówiłem smutnej dziewczynie.
- Wiem, wiem. Teraz wybacz, ale chyba się położę. Nie wyspałam się dzisiaj. Dobranoc.- pożegnała się, a ja poszedłem do moich przyjaciół.
Violetta:
Na początku byłam zła, że tata nie chciał mnie puścić do Leona, a jak już tam poszłam to od razu wyszłam. Nie mogę uwierzyć, Leon jeszcze kilka godzin temu mówił mi, że mnie kocha, a teraz obściskuje się z jakąś dziewczyna, którą widziałam po raz pierwszy w życie. Nie zaraz, widziałam ją już kiedyś w studio rozmawiała wtedy z Fran. To pewnie jego dziewczyna, o której zapomniał mi powiedzieć. Znowu mnie oszukał. Dlaczego miłość tak boli? Jutro będę musiała z nim siedzieć przy jednym stole, mam nadzieję, że nie przyjdzie z tą dziewczyną. Najlepiej jakbym nie musiała go w ogóle oglądać. Wiem jedno, na pewno nie polubię tej dziewczyny.
Następny dzień:
Angie:
Ally mi powiedziała co wydarzyło się poprzedniego wieczoru. Kiepski start dla dziewczyn, mimo tego mam nadzieję, że się dogadają. Obie są dla mnie bardzo ważne i chcę, aby się polubiły. Strasznie stresuję się przed spotkaniem w domu mojej zmarłej siostry, w końcu przedstawię moją nową rodzinę. Ally i Leon też nie wiedzą o zaręczynach moich i Jimiego. Mam nadzieję, że dobrze to przyjmą. Wszystko musi iść zgodnie z planem. Mam już wszystko przygotowane: garnitur dla Jimiego, koszulę i marynarkę dla Leona, sukienkę dla Ally oraz dla mnie. Wszystko dopięte na ostatni guzik.
- Już się tak nie stresuj.- przytulił mnie od tyłu mój narzeczony.
- Kocham cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też. Muszę jeszcze coś  załatwić na mieście i od razu wracam.- oznajmił mi.
- Tylko się nie spóźnij.- powiedziałam.
- Nie spóźnię się. Obiecuję.- powiedział Jimi i poszedł.
Kilka godzin później:
- Zaraz wychodzimy! Jesteście gotowi?- krzyczałam na cały dom.
- Już, chwila!- odkrzyknęła mi Ally.
- To szybciej!- tym razem odezwał się Jimi, a Leon tymczasem zjechał na dół.
- Jeden chociaż na czas.- powiedziałam.
- Jeżeli chcecie do wy już idźcie, a ja poczekam na Ally i dojdziemy.- zaproponował chłopak.
- Nie, będę spokojniejsza jak pójdziemy razem.- powiedziałam.
- Angie, daj spokój. Przecież mają po 17 lat. Są odpowiedzialni, mam taką nadzieję bynajmniej.- mówił Jimi.
- Dobrze, dobrze, ale nie macie się spóźnić.- powiedziałam, po czym oboje wyszliśmy. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu i czekaliśmy na dzieciaki. Przedstawiłam Jimiego i powiedziałam, że jeszcze na kogoś czekamy.
Leon:
Violetta od rana nie odbiera ode mnie telefonów, ale na szczęście zaraz się wszystko wyjaśni. Czekam tylko na Ally, która właśnie schodzi po schodach.
- I jak?- zapytała mnie.
- Wyglądasz pięknie. Możemy iść?- zapytałem.
- Jasne, chodźmy.- powiedziała Ally.
Gdy wyszliśmy okazało się, że strasznie pada. No to pięknie do domu Castillo wejdziemy cali mokrzy. Ally prowadziła mnie wózkiem, aż nagle wylądowaliśmy na ziemi. Oboje! Dziewczyna poślizgnęła się na swoich butach, a ja na wózku poleciałem z nią. Leżeliśmy w wielkiej kałuży błota, cali ufajdani i nie mogliśmy przestać się śmiać. Jednak po chwili uśmiech zszedł nam z twarzy, ponieważ zadzwoniła do mnie, starałem jej powiedzieć, że się spóźnimy, ale ta nie przyjmowała tego do wiadomości i kazała nam przyjść tak jak stoimy, a raczej w tej wersji leżymy. Nie chciała mnie słuchać i nie wiedziała co się stało i jak wyglądamy, ale nie mieliśmy innego wyjścia, poszliśmy do domu Violetty. Po kilku minutach byliśmy na miejscu i otworzył/a nam....
------------------------------------------------------------
I jak? Podoba wam się rozdział? Przepraszam, że tak późno, ale miałam urwanie głowy. W tym tygodniu codziennie miałam po dwa sprawdziany i poprawki, bo w końcu będą wystawiane oceny i trzeba się starać. Następny będzie w ten poniedziałek na 100%. Dzisiaj jest miesięcznica bloga i bardzo dziękuje wam za czytanie i zostawianie po sobie komentarzy. Zaznaczajcie obok w ankiecie, że czytacie :-) Czekam na wasze komentarze, zostawcie po sobie choć jedno słowo.